Zbigniew Brzeziński dla "Studia Opinii" o Afganistanie, Rosji, Bliskim Wschodzie, Iranie, Turcji i Obamie

2009-03-31 10:09

BrzezińskiAndrzej Lubowski: Panie Profesorze, Stany Zjednoczone zwiększają swą obecność wojskową w Afganistanie, uznając ten kraj za główny front walki z Al Kaidą. Czy te wojnę można wygrać?

Zbigniew Brzeziński: Można ja wygrać, jeśli będzie się stosować jednocześnie strategię polityczną i militarną. Zwycięstwo militarne w tego rodzaju sytuacji jest prawie niemożliwe do osiągnięcia, bez wysiłku na skalę, na którą Ameryka sobie pozwolić nie może. A mówiąc o skali myślę nie tylko o wydatkach, ale również o rozmiarach brutalności postępowania wojskowego. Stany Zjednoczone jako kraj demokratyczny muszą te wojnę prowadzić w sposób ograniczony, ze szczególną troską o emocje i sytuację cywilnej ludności afgańskiej. Natomiast rozwiązanie polityczno-militarne moim zdaniem jest osiągalne, jeśli cel będzie wyraźnie określony, a wydaje mi się, że ostatnio prezydent Obama ten cel stosunkowo precyzyjnie określił – to znaczy likwidacja działalności Al Kaidy, a nie zniszczenie samego Talibanu.

To wymaga z kolei strategii, która będzie osamotniać Al Kaidę oraz dzielić Taliban, strategii, która zakłada lokalne porozumienia, większą rolę dla armii afgańskiej, większą wrażliwość w traktowaniu ludności cywilnej, zwiększoną pomoc gospodarczą i społeczna. Tego rodzaju strategią tę wojnę można wygrać.

AL: Wiele wskazuje na to, że fundamentalizm muzułmański stanowi poważne zagrożenie dla pozycji Rosji w Azji Centralnej. Czy Pańskim zdaniem stwarza to możliwość współpracy Waszyngtonu z Moskwą w tym własnie rejonie, a jeśli tak, to za jaką cenę? 

ZB: Rosjanie grają bardzo ostrożnie. Chociaż są niepewni co do stopnia zagrożenia ze strony fundamentalizmu muzułmańskiego, to nie przesadzają z negatywną oceną sytuacji. Nie sądzę, że Rosja potrzebuje pomocy amerykańskiej w odpowiedzi na ewentualne zagrożenie swej pozycji w Azji Centralnej. Natomiast w nieco większym stopniu Ameryka potrzebuje pomocy Rosji - ze względów czysto logistycznych – dotarcie z dostawami militarnymi do Afganistanu i wsparcie dla wojska wymaga w pewnej mierze współpracy z Rosją. To z kolei daje Rosji pole do manewru, do wykorzystywania sytuacji dla własnych celów, zaś z drugiej strony prowadzi oczywiście do pewnego ograniczenia możliwości amerykańskich. W sumie sądzę, że Rosja bardziej się boi ewentualnych wpływów amerykańskich w Azji Centralnej, niż poważniejszego wybuchu fundamentalizmu muzułmańskiego. 

AL:Minęło właśnie 30 lat od chwili podpisania traktatu pokojowego między Izraelem i Egiptem, który prezydent Egiptu, Anwar Sadat określił jako cud. Jako Doradca Prezydenta Cartera do spraw Bezpieczeństwa Narodowego, był Pan wśród architektów tego cudu.  Co przesądziło o ówczesnym sukcesie? Dlaczego dziś jesteśmy tak daleko od pokoju na Bliskim Wschodzie? Co Pańskim zdaniem musi się zmienić, aby nastąpił postęp?  

ZB: Ówczesny sukces nie miałby miejsca, gdyby nie bezpośrednie, intensywne i osobiste zaangażowanie się prezydenta Stanów Zjednoczonych. To był klucz do sukcesu. Od tego czasu minęło już, jak Pan wspomniał, 30 lat, i podczas tych trzydziestu lat właściwie tylko jeszcze jeden prezydent amerykański bepośrednio zaangażował się w prace nad rozszerzonym pokojowym rozwiązaniem na Bliskim Wschodzie, rozszerzonym, to znaczy nie tylko pokojem między Izraelem a Egiptem, ale również Jordanią, oczywiście z Palestyńczykami, ewentualnie także z Syrią. Był nim pierwszy prezydent Bush, Bush Ojciec. Niestety, jego przegrana wyborcza położyła kres tym staraniom, aczkolwiek wkrótce później w Izraelu doszedł do władzy mąż stanu, który był gotów pójść daleko na drodze pokojowej. Mam na myśli Izaaka Rabina. Jego zamordowanie przekreśliło ten okres nadziei, i ani prezydent Clinton, ani drugi prezydent Bush nie angażowali się ani bezpośrednio ani energicznie w osiągnięcie porozumienia arabsko-izraelskiego. Prezydent Clinton dopiero pod koniec swej kadencji podjął pewne starania, bardzo opóźnione, i niekonsekwentne. W rezultacie sytuacja właściwie uległa zamrożeniu, i konflikt nadal trwa, choć zmienia się stopień jego intensywności. Dziś jest jasne, że bez znacznego i bezpośredniego wysiłku ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych na pokojowe porozumienie między stronami liczyć nie można.  

AL: W Izraelu ogromny niepokój budzą, i trudno się chyba temu dziwić, słowa prezydenta Iranu. Ostracyzm wobec Iranu stosowany przez poprzednią administrację nie przyniósł zahamowania ambicji nuklearnych Teheranu. Jak świat i Ameryka mają reagować na to co się dzieje w Iranie. Jak Pan postrzega tę sytuację? 

ZB: Przede wszystkim nie można przeceniać znaczenia słów. Prezydent Iranu to nie najwyższy szczebel władzy w tym kraju - stosując normalne kryteria reprezentuje on mniej więcej trzeci szczebel władzy politycznej. Na tym polega jedno z dziwactw konstytucji irańskiej, i to trzeba zawsze brać pod uwagę. Obecny prezydent jest politykiem skrajnym, demagogiem, którego wielu nie traktuje poważnie. Jeśli zaś idzie o zagrożenie ze strony Iranu to właściwie jedyna pragmatyczna droga to droga negocjacji, ewentualnie nacisków gospodarczych, a gdyby zaszła taka konieczność, gwarancja nuklearna Ameryki dla sąsiadów Iranu - zapewnienie, że atak Iranu na jednego z nich zostanie potraktowany przez Stany Zjednoczone jako atak na USA. W tej sytuacji nawet osiągnięcie przez Iran broni atomowej nie miałoby takiego znaczenia, jakiego można by się obawiać bez tego rodzaju gwarancji. Nota bene, proszę zauważyć, że tradycyjnie Iran i Izrael miały wspólny interes w powstrzymywaniu ambicji arabskich. Jeden z liderów izraelskich określił swego czasu Izrael i Iran jako naturalnych sojuszników i z czasem do takiego rozwiązania będzie można dojść jeśli odbędą się poważne i miejmy nadzieje wzajemnie konstruktywne negocjacje z Iranem.  

AL: W „Drugiej Szansie” pisał Pan, że jeśli Turcja dojdzie do wniosku, że droga do Europy jest dla niej zamknięta, może się stoczyć w stronę religijnie rozbudzonego Bliskiego Wschodu. Jedna z pierwszych wizyt Baracka Obamy to wizyta w Turcji. Oczywiście Obama nie może otworzyc Turcji drogi do Unii, a mimo to uważa się tę wizytę za bardzo ważną. Dlaczego? Co powinna uczynić Unia w sprawie Turcji? 

ZB: Rozumiem przeczulenie Europejczyków na ten temat wejścia Turcji do Unii. Dlatego uważam, że w tej dziedzinie Ameryka musi być bardzo ostrożna w swoich wypowiedziach. Oczywiście z punktu widzenia ogólnostrategicznego byłoby dobrze, gdyby Turcja stała się integralną częścią Europy. To by, w moim przekonaniu, wzmocniło Europę i przyczyniło się do pozytywnej roli samej Turcji w tej częsci świata, która obecnie jest najbardziej wybuchowa. Ale decyzja w tej dziedzinie jest wzajemną decyzją europejsko- turecką, i Ameryka nie powinna się w tej dziedzinie wypowiadać w kategorycznym tonie.  

AL: Prezydent Jimmy Carter polecając Pana ksiażkę napisał: „Nikt nie rozumie wspózależności między siłą a pryncypiami lepiej niż Zbigniew Brzezinski”. –.   W ostatnim akapicie tej książki powiada Pan, że druga szansa, którą Ameryka dostanie po 2008 roku , jest tak piekielnie ważna, gdyż „trzeciej szansy nie będzie”. Oczywiście dużo za wcześnie aby recenzować nową administrację, ale czy Pana zdaniem Barack Obama rozumie wyzwania o których traktuje Pana książka? 

ZB: Wyczuwam, że rozumie. W swoim czasie mówił mi, że książkę czytał. Natomiast istnieje duża różnica między rozumieniem skomplikowanej sytuacji, a działaniami niezbędnymi, aby tę sytuację opanować. Przed Obamą stoją dziś naprawdę wyjatkowo złożone i trudne problemy, zarówno w dziedzinie finansowo-gospodarczej jak i geopolitycznej. To, że te problemy zbiegły się w czasie, bardzo komplikuje sytuację. 

Nadal uważam, że Ameryka ma szanse przełamać te trudności, i że w interesie świata leży, aby to nastąpiło. Jeśli Ameryce nie uda się przełamać istniejących zagrożeń w obydwu dziedzinach – finansowo-gospodarczej i geo-strategicznej, to globalne konswekwencje będą bardzo negatywne. Dlatego cały świat ma interes w tym, aby Obamie pomagać. A sadzę, że z pomocą świata, z inteligencją obecnego prezydenta, jego zrozumieniem istoty rzeczy, Amerykanie opanują ten kryzys, z korzyścią nie tylko dla siebie ,ale dla całego świata.

Tu możesz posłuchać (zarejestrowanej na kiepskim, niestety, sprzęcie, więc nienajlepszej jakości) autentycznej odpowiedzi prof. Brzezińskiego na jedno z pytań, to dotyczące Iranu.

Andrzej Lubowski

Tematy do dyskusji: Zbigniew Brzeziński dla "Studia Opinii" o Afganistanie, Rosji, Bliskim Wschodzie, Iranie, Turcji i Obamie

Data: 2009-04-11

Dodał: Mirosław Grelik

Tytuł: Iran, Izrael i Gazociąg Nabucco

Od lat trwają w UE i Polsce dyskusje na temat "jak dobrze byłoby mieć niezależny od Rosji gazociąg (ropociąg też) ze złóż Basenu Morza Kaspijskiego do Europy. Gazociągiem tym od lat ma być Nabucco. Twierdzę, że bez udziału Iranu i jego kolosalnych złóż gazowych projekt Nabucco nie ma szans. Dlatego tak ważne jest znalezienie przez USA i UE porozumienia z Iranem. Wydawałoby się, że nie do przekonania jest tu Izrael, ale stwierdzenie prof.ZB, że"Jeden z liderów izraelskich określił swego czasu Izrael i Iran jako naturalnych sojuszników i z czasem do takiego rozwiązania będzie można dojść jeśli odbędą się poważne i miejmy nadzieje wzajemnie konstruktywne negocjacje z Iranem" otwiera tu nowe perspektywy polityczne, także dla gazociągu Nabucco.

Data: 2009-04-01

Dodał: Eugeniusz Rosner

Tytuł: Doza optymizmu,ale...

Bardzo ciekawy wywiad, dający dozę optymizmu w obecnej, trudnej sytuacji międzynarodowej. Nie jestem jej znawcą ani komentatorem. Ale od lat nurtuje mnie pytanie, na które żaden wielki świata nie odpowiedział: Dlaczego społeczność międzynarodowa (ONZ), przez dziesiątki lat nie stworzyła państwa palestyńskiego? Tłumaczenia, że kiedyś oni sami państwa tego nie chcieli - ze względu na upływający czas i narastające konflikty - dla mnie są absurdalne. Uważam, że nie może być tak, że tworzy się "sztuczne" państwo narodowe równocześnie autochtonów spychając do roli obywateli niższej kategorii, wręcz współczesnych niewolników. I taki stan uważa się za normalny... A oni bronią swojej tożsamości. Myśmy też jej bronili, kiedy różni okupanci nas zniewalali... Myślę, ze do momentu powstania państwa palestyńskiego na bliskim wschodzie nic się nie zmieni. Jego brak jest bowiem znakomitym propagandowym parawanem dla jednoczenia zbrojnych sił arabskich i grup terrorystycznych walczących ze "złym zachodem", którego wyspą na tym terenie jest Izrael. Tak się dzieje, chociaż sąsiadujące ze sobą kraje arabskie - walczą ze sobą. Ale konflikt palestyński ich łączy. Może ktoś rozwieje moje wątpliwości...

Data: 2009-04-01

Dodał: Phlebas

Tytuł: Fundamentalizm islamski a pozycja Rosji

Nic specjalnie nie wskazuje na to by fundamentalizm islamski mógł stanowić zagrożenie dla pozycji Rosji w tym regionie. Jak na razie dzieje się zupełnie odwrotnie - Moskwa na nim (głownie w skali globalnej) korzysta, choć zapewne też obserwuje rozwój sytuacji nie bez obaw.

Najważniejsze dla Rosjan republiki Kazachstanu i Turkmenistanu zamieszkuja społeczności w których islam był zawsze płytki i nigdy nie odgrywał ważnej roli. Na to nakłada się jeszcze ateizacja i modernizacja czasów komunizmu. Tam na ekstremizm islamski jest teraz mniej wiecej takie zapotrzebowanie jak na ortodoksję żydowską w Strefie Gazy. Podobnie rzecz wyglada w Kirgizji.

Jedynie Tażygistan i Uzbekistan mogą być zagrożone tym ruchem. Tyle, że na razie nie widać żadnych szans by ekstremisci islamscy mogli pokusić się o przejęcie tam władzy a nawet by ich wpływy zauważalnie rosły. Sukces Talibanu w wojnie z koalicją antyterrorystyczną może oczywiście tą sytuację odwrócić, a na pewno doda skrzydeł uzbeckim i tadżyckim islamistom.

Tylko dlaczego ma to koniecznie stanowić zagrozenie dla pozycji Rosji? Nawet bardzo mało prawdopodobny upadek obecnych władz w Uzbekistanie i Tadżygistanie oraz ustanowienie porządków islamskich nie musi tego oznaczać. W końcu dlaczego koniecznie miałby to być ruch jeszcze bardziej destrukcyjny afgańskiego, stawiajacy sobie za cel zatknięcie zielonej flagi nad Kremlem a nie pragmatyczny reżim na modłę irańskich ajatollahów, którzy mają bardzo dobre stosunki z Moskwą?

Warto pamietać, że sami Irańczycy zaczynali od ideii zbrijnego szerzenia w świecie rewolucji islamskiej. Tymczasiem mają już od dawna znakomite stosunki z chrześcijańską Armenią, średnio dobre z bliskim kulturowo Azerbejdżanem i wręcz modelowe z Wenezuelą czy Nikaraguą... Z kolei Rosja ma już za sobą doświadczenie wspólpracy z mudżahedinami (Sojusz Północny), z którymi jako Zwiazek radziecki toczyła w dolinie Pansziru okrutną wojnę, by potem stać się ich głownym mentorem.

Jednak najprawdopodobniej zagrożone ekstremizmem świeckie reżimy nie upadnją tylko jeszcze bardziej uzależnią się od rosyjskiej pomocy wywiadowczej gospodarczej i militarnej. Zachód zaś z wielką ulgą zaakceptuje fakt, że Rosja wzięła na siebie trud wspierania władz środkowoazjatyckich republik w zbożnym dziele wybijania dzihadystom z ich brodatych głow marzeń o Kalifacie... za pomocą mało wyszukanych tortur.

W istocie bez wiekszego względu na rozwój sytuacji Moskwa ma ciągle większość atutów w regionie i w większej mierze od jej sprawności bądź nieudolności, a nie od rozwoju ekstremizmu religijnego bedzie zależeć zachwanie bądź utrata obecnej odgrywanej roli.

Wyszukiwanie

Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:

Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu




Od redakcji 

Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże  sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji). 

Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.

Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.

Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.

Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.

 

 

 

 

Ernest Skalski poleca swój esej

BIEDNI I BOGACI III RP

 

Nowa pozycja: esej Mirosław Malcharek: 

Apage, satanas

Z notatnika amatora-egzorcysty

Clip to Evernote