Benfranklin: Pecunia non olet
Zachowanie polskich internautów było (i jest) wielokrotnie krytykowane na różnych łamach i to zarówno przez polityków jak i ludzi mediów. Jako aktywny internauta i bloger ze wstydem muszę przyznać, że większość tych krytycznych uwag najczęściej jest słuszna. Większość to jednak nie jest całość. Na polskich witrynach i forach internetowych dominują - jak w życiu - dwie tendencje. Z jednej strony wulgaryzm i nieopisane momentami chamstwo, z drugiej snobistyczna chęć do tworzenia coraz ciaśniejszych, odpychających w swej sztuczności wirtualnych izolatek. Uwagę świata mediów i polityki przykuwa głównie pierwsza z nich, czyli ta kloaczna, brudna bardziej widoczna. W tej paskudnej rzeczywistości muszą się jakoś odnaleźć blogerzy. W Polsce grzechem pierworodnym blogosfery było jej tworzenie odgórne, najczęściej przez ośrodki związane z mediami. Blogerzy mieli być uzupełnieniem dla dla dziennikarzy i publicystów publikujących dla różnych portali tworzonych przez wydawców prasowych.
Oczywiste jest, że treści przyciągające na portal, witrynę itd. najwięcej odbiorców, to treści najbardziej prymitywne w swojej formie; wulgarne, obsceniczne, chamskie. Treści te przynoszą właścicielom portalu największy dochód. Dlatego też bardzo często pojawiające się w sieci komentarze antysemickie, obelżywe, pełne mowy nienawiści - nie są usuwane, a właściciele stron internetowych po cichu cieszą się z nich, gdyż klikalność, a zarazem zyski rosną. Tak więc, moim zdaniem, zalew chamstwa w polskim internecie wynika przede wszystkim z polityki właścicieli portali i stron internetowych, które bazują na instynktach najbardziej prymitywnego czytelnika. Często pojawiającym się argumentem za zmianą prawa dotyczącą publikacji w sieci jest rzekoma anonimowość internautów. Oczywiście każdy, nawet średnio rozgarnięty człowiek, który kiedykolwiek choćby liznął trochę zarządzania witryną internetową doskonale wie, że de facto nie ma w sieci czegoś takiego jak anonimowość. Każdy użytkownik, łamiący prawo, dobre obyczaje, czy też regulamin dowolnego forum internetowego, może zostać zbanowany przez administratora. Każdy wulgarny, obsceniczny czy też antysemicki komentarz może zostać usunięty z danej strony. Jeśli taki komentarz nie jest usuwany, to według polskiego prawa odpowiedzialność ponosi też administrator takiej witryny (najczęściej jest to dziennikarz, a nie bloger). Jeśli więc strona internetowa (np. platforma blogerska) przyciąga użytkowników, którzy nie będą nigdy dworzanami królowej Elżbiety II, i nic z tym nie robi poza liczeniem zysków z klikalności, to ponosi za to pełną odpowiedzialność również przed obliczem Temidy. Tłumaczenia środowiska dziennikarskiego, że oto całą winę za zaistniałą sytuację ponoszą anonimowi internauci, jest po prostu kłamstwem. Przy dzisiejszej technice anonimowi internauci nie istnieją, nie oni też zarabiają na własnym chamstwie i nie im się opłaca chamstwo w sieci szerzyć. Innym problemem jest samo zjawisko blogosfery politycznej.
W pierwotnym zamyśle stymulacja rozwoju ruchu blogerskiego w Polsce miała zapewne wspomóc - przeżywające najpoważniejszy kryzys w swojej historii - polskie dziennikarstwo. Szybko okazało się jednak, że blogosfera poprzez rozwój technologiczny sieci wymyka się spod kontroli mediów mainstreamu. Okazało się, że dzięki takim platformom jak Wordpress czy Blogspot można tworzyć blogi niezależnie (zarówno pod względem finansowym jak i ideologicznym od mediów głównego nurtu). Rozwojowi niezależnej od głównego nurtu blogosfery sprzyja też dynamiczny wzrost popularności portali społecznościowych z Twitterem i Facebookiem na czele. W ten sposób od mediów mainstreamu uciekają nie tylko świeże pomysły na przekaz medialny, których wyraźnie brakuje hermetycznemu środowisku dziennikarskiemu, ale także konkretne sumy.
To jest właśnie najważniejszą przyczyną napięć na linii dziennikarze-blogerzy, które często wydają się niezrozumiałe dla postronnych obserwatorów. Zastanawiające jest, że „oburzone” środowisko dziennikarskie potępia internautów za ich złe zachowania, nie dostrzegając równocześnie, że samo nagminnie łamie prawo (zwłaszcza ustawę o prawie autorskim i pokrewnych). Wygląda to na typową moralność Kalego i nic ponadto. Nie mogę więc zgodzić się z przerzucaniem winy za zaistniałą sytuację na zwykłych użytkowników sieci. Chamstwo jest zjawiskiem uniwersalnym występującym pod każdą szerokością geograficzną, w każdej epoce. Debata publiczna na polskich witrynach internetowych jest w takim samym stopniu chamska, jak współczesne polskie społeczeństwo. Natomiast za jej kształt w sieci winę ponoszą w głównej mierze właściciele portali czyli najczęściej ludzie polskich mediów (często powiązani z politykami). To ich pogoń za zyskami powoduje, że komentarze na wielu polskich witrynach przypominają wulgarne napisy na murach. Moim zdaniem, ewentualne zmiany w prawie dotyczące polskiej sieci powinny więc dotyczyć w głównej mierze nie użytkowników sieci, lecz koncernów medialnych (lub partii politycznych) do których takie portale należą. Dopóty dziennikarzom i politykom będzie się opłacać taki kształt debaty publicznej w sieci, dopóki będziemy musieli przyzwyczaić się do chamstwa, wulgaryzmów, rasistowskich wpisów na blogach itd.
Tagi:
Miejsce na dyskusję
—————
—————
—————
—————
—————
—————
—————
—————
—————
Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:
Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Od redakcji
Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji).
Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.
Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.
Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.
Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.




