Ernest Skalski: Jest źle, lecz nie musi się źle skończyć
Dopóki Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki nie zostali skazani prawomocnym (a więc w drugiej instancji) wyrokiem sądu, są - w myśl prawa - niewinni. Ale poszlaki wyglądają, co prawda w tej pierwszej chwili, na mocne. Największe wrażenie robią nagrane rozmowy typu: Rysiu - Zbysiu, chociaż tylko na ich podstawie nikogo by skazać nie można. Nie mówi się w nich expressis verbis o co chodzi. Łatwo się tego domyśleć, lecz domysł to jeszcze nie dowód. Niewykluczone, że jeśli nie będzie innych dowodów, to podejrzani politycy i biznesmeni zostaną uniewinnieni na zasadzie: in dubio pro reo. W takim przypadku nie poszli by siedzieć, nie płacili by grzywien, lecz w polityce, gdzie obowiązują inne zasady niż w procedurze karnej, już się wydają spaleni. I słusznie. Choćby tylko za te rozmowy, politycznie nie do obrony. Jest powód do dymisji, wbrew temu co twierdzi premier. Na pewno o wiele większy od powodu dymisji ministra Ćwiąkalskiego.
Nieustraszona pogromczyni korupcji, Julia Pitera, powiedziała, że postępowanie panów Ch. i D. to błąd. Ma rację o tyle, że niezależnie od tego czy przestępstwo było czy nie, błąd był. I to taki, o którym Talleyrand powiedział, że to gorsze niż zbrodnia bo błąd. Błąd popełniła też Julia Pitera, mówiąc co powiedziała. I błąd popełnia premier, uznając, że choć jest podstawa do zaprzestania pełnienia funkcji, to do dymisji jej nie ma. Po prostu politykom w czasie bycia politykami nie wolno podtrzymywać kontaktów osobistych z tego rodzaju ludźmi. Nie wolno z nikim prowadzić takich rozmów, choćby dotyczyły one problemów klubu golfowego. Zdaję sobie sprawę, że to z czysto ludzkiego punktu widzenia, jest trudne, ale nie ma przymusu bycia politykiem. Czyli jeśli nie ma przestępstwa, to jest niewybaczalna lekkomyślność. Zatem z czysto politycznego punktu widzenia - przestępstwo. Jeśli zaś ci ludzie naprawdę coś kombinowali z ustawą o hazardzie i ”aluzyjnie” mówili o tym przez telefon, to wyglądają na idiotów. Polityk, a nie wie w jakim świecie żyje?
Możemy sobie wyobrazić, że skrupulatne i uczciwe postępowanie wykaże, że żadnej afery nie było. Idźmy dalej. Wyobraźmy sobie, że nie popełniono nawet tego co popełniono, czyli tych, powiedzmy, błędów, o których wyżej. Wszystko było skutkiem szatańskiego spisku CBA, a niewinni ludzie zostali zdymisjonowani. No i co? Żołnierz na wojnie, policjant, strażak, ratownik kopalniany w akcji mają wkalkulowane, że mogą zginąć. Nawet bez swojego błędu, prawidłowo, czy wręcz bohatersko, wypełniając swoje zadanie. Wypełniając je dobrowolnie, przyjmują, że ich życie może się okazać wartością mniejszą od celu, który im przyświeca. Podobnie polityk musi mieć wkalkulowaną klęskę, nawet jeśli będzie postępował prawidłowo. Cel, które przed nim stoi ma być większą wartością od jego kariery. Powtarzam, nie zostaje się ministrem z łapanki.
Zawsze może być gorzej
Porażka może się zdarzyć każdemu człowiekowi i każdej instytucji. A więc korporacji, stowarzyszeniu, kurii biskupiej, partii, rządowi. Na taką okoliczność w dojrzałych strukturach wypracowano procedurę określaną jako damage control. Techniki mogą być różne, lecz przeważnie odbywa się według zbliżonego schematu. Dawno wypracował go Kościół, chociaż nie zawsze stosuje do siebie. W przypadku grzesznika procedura obejmuje: wyznanie winy, żal za grzechy, skruchę, obietnicę poprawy, zadośćuczynienie. A potem jest grzechów odpuszczenie. Wstań i nie grzesz więcej!
W praktyce sam Kościół różnie do tego podchodzi, co widzimy choćby na podstawie afer pedofilskich, które wyłażą na powierzchnię w ostatnich latach. Biskupi, nawet całkiem w to niezamieszani, starają się czasem zamieść brudy pod dywan, Jan Paweł II okazywał, a Benedykt XVI okazuje w tych sprawach pryncypialność. W Roku Jubileuszowym, 2000, Jan Paweł wyraził nawet żal za grzechy Kościoła popełniane w ciągu wieków. I okazało się, że Kościół na tym zyskał, wbrew obawom tych kardynałów, którzy ten krok odradzali.
Żeby tak postępować, człowiek czy instytucja musi opanować odruch warunkowy: bronić się za wszelką cenę. ”To zarzut polityczny” taka jest reakcja polskich polityków w obliczu stawianych im zarzutów. Nie zdają oni sobie sprawy z tego, że w polityce sądem nie jest nawet Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów, lecz opinia publiczna. Konkretniej, ogół wyborców jest ławą przysięgłych. Swoistą, albowiem orzeka o winie i zarazem wymierza karę w wyborach. W tym gremium część od razu orzeka winę, część odruchowo broni swoich, często szkodząc im w taki sposób. Zdrowo myślących wyborców - ławników przede wszystkim interesuje odpowiedź; prawda czy nie.
Jeśli zarzut jest jawnie absurdalny, to można go zlekceważyć. Jeśli jednak ma w sobie przesłanki prawdy - a ten ma - to nie wolno go automatycznie odrzucać. Ani przy pomocy oskarżania oskarżyciela, bo robi to najgorsze wrażenie, ani powołując się na nieposzlakowaną opinię oskarżanego. Nie należy też bagatelizować zarzutu, pomniejszać ewentualną winę. A to zrobiła Julia Pitera. Naprawdę skutecznym sposobem jest natychmiastowe i przekonywujące wykazanie, że zarzut jest nieprawdziwy. Ale zarzut przeważnie jest zaskoczeniem. I mało kto z góry przygotowuje sobie dowody swej niewinności. Chociaż przydałoby się, bo oskarżony już traci przed sądem opinii, czekając aż oskarżyciel nie przedstawi przekonywujących dowodów. Pierwszy cios bywa najbardziej efektowny i efektywny politycznie.
Teoretycznie można sobie wyobrazić, że nawet porażkę uda się nam obrócić w sukces, ale to bywa niezmiernie rzadko. Reguła jest taka, że ze złej sytuacji raczej nie ma jednoznacznie dobrego wyjścia. Jak się uda zneutralizować cios, to już bardzo dobrze. A w praktyce bywają wyjścia złe i gorsze.
Premier nie zrobił błędu Julii Pitery, lecz błąd ministra jakoś obarcza premiera, jeśli się ten od tego błędu nie odetnie. To Tusk już kilkakrotnie zrobił w odniesieniu do innych swoich ministrów. Szef rządu wstrzymał się od oskarżania CBA i dociekania ”kto i co za tym stoi” co dobrze. Powiedział, że czeka na dowody i wyniki. To też dobrze. Istotne jest co się robi z tymi, którzy zostali oskarżeni. Reakcję Tuska można uznać za optymalną, ale dymisja byłaby skuteczniejsza. W damage control jest bowiem miejsce nawet na rolę kozła ofiarnego. Wsadzenie niewinnego jest w państwie prawa niedopuszczalne, zwolnienie kogoś, kogo określa się jako trouble maker już nie.
Cui prodest ?
A teraz zajmijmy się hipotezą mówiącą, że ta afera jest faktycznie skutkiem szatańskiego spisku CBA. Powtarzam: to tylko hipoteza, lecz na podstawie tego co wiemy o tej instytucji i o jej działalności nie można z góry odrzucić takiego rozumowania. CBA jakie jest każdy wie. Choć niektórym to odpowiada.
Zostając premierem, Donald Tusk pozostawił Mariusza Kamińskiego na stanowisku szefa tajnej policji Prawa i Sprawiedliwości. Trudno go było zwolnić bez naginania prawa, bo mu przysługiwała kadencja. Jeśli Tusk, jak mówiono, chciał go zachować w charakterze szczupaka w ławicy tłustych karpi w stawie Platformy, to można powiedzieć, że się udało aż nadto. Ewentualne liczenie, że Kamiński z wdzięczności da się przewerbować, czy zostanie przyzwoitym policjantem państwowym, a nie partyjnym, okazały się mało realne. Ten człowiek wydaje się trwale zaprogramowany.
Czy Tusk mógł zrealizować postulat, by CBA rozwiązać, lub wcielić do CBŚ lub CBA, czy tu i tu po kawałku ? Zrealizować nie mógł, bo to by wymagało ustawy, a tę by pan prezydent zawetował, nawet nie czekając na brata. Gdyby zaś Tusk podjął taką próbę, to wszyscy by wiedzieli z góry, że to tylko demonstracja i opinii premiera by to nie poprawiło. Tym bardziej, że zaraz by padły zarzuty, że Tusk chroni korupcję i łapowników w swoich szeregach. Zostawienie tej instytucji z tym szefem mogło zniesmaczyć zwolenników Tuska, lecz nie na tyle, by go pozbawili swych głosów. A zwolenników PiS-u nie zjednałby, nawet występując o kanonizację za życia obu braci Kaczyńskich. Lecz decyzja ta mieściła się w wizerunku premiera spokojnego, nie mściwego, co go odróżnia korzystnie od poprzednika. Nie był to jednak argument, który by mocno zaważył na rozkładzie sił politycznych.
Oskarżenie o aferę hazardową byłoby najbardziej skuteczne gdyby nie pozostawiało czasu na kontrakcję przed wyborami. Ale może ten materiał, który CBA już ma, parzy już w rękach. Poza tym Kamiński powiedział Tuskowi o śledztwie już w sierpniu. A Tusk ”dla dobra śledztwa” nie nagłośnił tej sprawy. Taka postawa może być jeszcze dopuszczalna w przypadku ministra spraw wewnętrznych, ale już premier nie powinien dać się wrabiać w uczestnika śledztwa. To nie jest rola szefa rządu.
Skutkuje to teraz oskarżeniami, że premier lub ktoś z jego otoczenia uprzedził Chlebowskiego i Drzewieckiego, skoro po spotkaniu Tusk - Kamiński rozmowy ustały. A tego tak naprawdę nie wiemy. CBA zaprezentowało wyimki z niewielu rozmów. Nie wiemy czy były one częste i rzeczywiście ustały, Czy może po sierpniowej rozmowie panowie nadal rozmawiali, lecz CBA może twierdzić, że po sierpniu tych rozmów nie było, a sami rozmówcy nie mieliby interesu by się do nich przyznawać. Zamach Czwartej RP na Trzecią. Realizacja postanowień tajnego zjazdu PiS. Słyszałem i taką opinię, lecz nie powtarzałbym jej bez mocnych dowodów.
Mariusz Kamiński jest wzywany do prokuratury w sprawie zarzutów w innej sprawie. Zarzuty brzmią wiarygodnie. Może się okazać, że od jakiegoś czasu nie ma on prawa szefować Biuru. Dalej. Być może termin tych przesłuchań wyznaczony był dawno temu. Jeśli tak, warto to natychmiast udowodnić. Jeśli nie, to wzywanie Kamińskiego w tym momencie jest błędem. I w takim przypadku Tusk dobrze by zrobił, odcinając się od tego i nawet poświęcając jakiegoś kozła. Powtarzam, polityka to nie freblówka. Niewiele w niej miejsca na zmiłuj się.
Generalnie w tej chwili politycznie korzysta PiS i nie ma co udawać, że jest inaczej. Lecz ta korzyść nie musi oznaczać dużej i trwałej porażki PO. Wiele zależy od jej postępowania i od rządu. I od tego jak szybko i na ile skutecznie pracować będzie prokuratura. Jeśli się zarzuty jakoś potwierdzą - reakcja musi być zdecydowana. Nie tylko w stosunku do osób. Powinno nastąpić jakieś widoczne zaostrzenie reguł. Jeśli w przekonywujący sposób okażą się bezpodstawne, poniesiona szkoda się stopniowo rozmyje. Kolejne oskarżenia, które raczej na pewno nastąpią, nie będą już robiły takiego wrażenia.
Wbrew temu co teraz słyszymy, ogólne skutki tej afery nie muszą się odbijać na wynikach wyborów w sposób znaczący również z innych powodów. Platforma i rząd zbierają krytyczne oceny na bieżąco, lecz generalnie ci, którzy zdecydowali o wyniku wyborów w 2007 roku, otrzymali może nie to co im obiecywano, lecz to czego oczekiwali. Są to w większości ludzie bardziej czy mniej dopasowani do gospodarki rynkowej i demokracji parlamentarnej. Do III RP, mówiąc ogólnie. Nie idealizują jej, nie oczekują zbyt wiele od władzy. Przede wszystkim chcą, aby jak najmniej przeszkadzała. Nie mają podstaw, aby zachwycać się tą która jest, lecz nie widzą dla niej lepszej zmiany - fiasko inicjatywy Piskorskiego - a widzą gorszą - PiS. Wystawiają nos poza granice, wiedzą skąd się wziął kryzys, widzą, że inni radzą sobie gorzej niż my. Kryzys nie spełnia oczekiwań Prawa i Sprawiedliwości. Nie powinna ich też spełnić afera, nawet jeśli się okaże prawdziwa.
Ernest Skalski
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|



