Jarek Kociszewski: Pułapki i szanse frazeologiczne
Terminologia w konflikcie izraelsko – palestyńskim nie tylko daje wyraz spornym interesom i interpretacjom, stanowi pole minowe czyhające na nieumiejętne kroki zewnętrznego obserwatora, lecz także dostarcza nieoczekiwanych rozwiązań. Szczególnie dziennikarze i politycy muszą uważać na słowa nawet, jeżeli tylko coś relacjonują, ponieważ nieświadomie mogą opowiedzieć się po jednej ze stron konfliktu.
Problemem najczęściej spotykanym u dziennikarzy, którzy opisują konflikt bliskowschodni jest znalezienie wyrażenia zastępującego „Izrael”. Pewnym wyjściem jest „państwo żydowskie”, ale to nie wystarcza. A gdyby tak zastosować personifikację stolicy? W końcu każdy nie raz czytał, że Waszyngton coś zrobił, a Moskwa zaniechała, czy na odwrót. Niestety w przypadku Izraela nie jest to takie proste. Wybiegiem najchętniej stosowanym przez polskich dziennikarzy jest stwierdzenie, że Tel-Awiw coś zrobił. Nie dość, że jest to rozwiązanie całkowicie nieprawdziwe, to także w sposób jednoznaczny stronnicze i anty-izraelskie. Tel-Awiw nie jest stolicą państwa żydowskiego. Znajdują się tam prawie wszystkie ambasady, lecz siedziby parlamentu (Knessetu), prezydenta, premiera i prawie wszystkich ministerstw znajdują się w Jerozolimie.
Czy można zatem stwierdzić, że proces pokojowy prowadzi lub blokuje Jerozolima? Jest to już bliższe prawdy, lecz również stronnicze. Tym razem pro-izraelskie. Po Wojnie Sześciodniowej w 1967r. Izrael anektował wschodnią, arabską część Jerozolimy i ogłosił zjednoczone miasto swoją stolicą. Świat jednak nie zaakceptował tego jednostronnego posunięcia uznając, że los miasta jest kwestią sporną. Palestyńczycy dążą do utworzenia własnego państwa ze stolicą we wschodniej Jerozolimie określanej przez nich jako Al Quds. Z tego powodu Izraelczycy są wdzięczni każdemu, kto uznaje miasto za stolicę ich państwa. Gdy brakuje słów i nie chcemy po raz setny powtarzać Izrael, izraelski, Izraelczycy można użyć wyrażenia „rząd w Jerozolimie”. Jest to zgodne ze stanem faktycznym i pozwala uniknąć zarzutu opowiadania się po jednej ze stron sporu.
Różnica pomiędzy hebrajskim Jerushalaim a arabskim Al Quds podsunęła w połowie lat dziewięćdziesiątych pomysł na rozstrzygnięcie sporu o miasto. Izraelczycy chcą, aby całe, zjednoczone miasto Jerushalaim zostało uznane za ich stolicę. Palestyńczycy za swoją przyszłą stolicę uważają Al Quds. Kilku izraelskich i palestyńskich intelektualistów wpadło na pomysł zbudowania siedziby władz palestyńskiego państwa w dzielnicy, a raczej arabskiej wiosce Abu Dis. Dla Palestyńczyków jest to część Al Quds, więc spełnia ich kryterium. Dla większości Izraelczyków jest to odległa i wroga arabska wioska, bez której zjednoczona Jerozolima świetnie by sobie poradziła. Pomysł wydawał się prosty, a co ważniejsze, możliwy do „sprzedania” obu społeczeństwom. Niestety przez ostatnich kilkanaście lat w większości prawicowe, izraelskie rządy systematycznie rozbudowują żydowskie osiedla wokół Jerozolimy, odcinając arabskie wioski na peryferiach miasta od reszty Zachodniego Brzegu Jordanu. Co więcej, żydowscy osadnicy wykupują nieruchomości w tych miejscowościach, co praktycznie zniweczyło szansę na zrealizowanie tego pomysłu.
Kolejnym przykładem nowatorskiego podejścia do terminologii jest nazwa głowy Autonomii Palestyńskiej. W preambule do angielskiego, wiążącego tekstu porozumienia podpisanego w Waszyngtonie przez Icchaka Rabina i Jasera Arafata 28 września 1995r. czytamy:
„Uznając, że celem negocjacji izraelsko-palestyńskich w ramach bieżącego procesu pokojowego jest, m.in., ustanowienie Palestyńskiego Tymczasowego Samorządu Autonomicznego, tzn. wybranej Rady (…) i wybranego Ra’eesa Władzy Wykonawczej dla narodu palestyńskiego na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Strefie Gazy (…)”
Próżno szukać słowa Ra’ees w jakimkolwiek słowniku języka angielskiego. Jest to bardzo sprytny sposób ominięcia kwestii spornej. Palestyńczykom zależało, aby na czele Autonomii stanął „Prezydent” (President), którego mogliby uważać za symbol państwowości. Izrael uważa, że kwestia niepodległości z jej symbolami jest tematem rozmów, dlatego wolą, aby głową Autonomii był „Przewodniczący” (Chairman). Rozwiązanie zaczerpnięto z języka arabskiego, w którym słowo „ra’ees” oznacza głowę organizacji, więc zarówno może to być prezydent jak i przewodniczący. Na potrzeby porozumienia waszyngtońskiego było to świetne rozwiązanie. Jest ono jednak kolejną, frazeologiczną pułapką na dziennikarzy. Określenie Mahmouda Abbasa, a wcześniej Jasera Arafata prezydentem czy przewodniczącym zdradza sympatie reportera lub dowodzi braku rozeznania. Bezpieczniej jest więc mówić o palestyńskim przywódczy czy liderze autonomii. „Rais Autonomii Palestyńskiej” będzie co prawda określeniem zgodnym z literą porozumień, ale całkowicie niezrozumiałym.
W ten sposób język staje się sposobem na obchodzenie problemów czy obniżanie napięcia wokół kwestii spornych. Niestety zbyt rzadko jest w tym celu wykorzystywany. Najczęściej pada ofiarą dyletantów nieświadomych tego, że są wykorzystywani przez strony konfliktu sprytnie zastawiające frazeologiczne wnyki lub po prostu staje się bronią w kolejnych „wojnach na słowa” stanowiących wstęp do rozlewu krwi.
Jarek Kociszewski
Tagi:
O nas...
Do redakcji można pisać
na adres studioopinii@gmail.com
Cytat, który obiecujemy brać pod rozwagę:
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Komunikat: Redakcja informuje uprzejmie, że w żaden sposób nie cenzuruje merytorycznie komentarzy do artykułów. Jedyna ingerencja może polegać wyłącznie na ewentualnym usunięciu słów powszechnie uznawanych za obelżywe lub nieprzyzwoite oraz "mowy nienawiści". System zarządzania witryną (niezależny od nas) jest jednakże skonstruowany w taki sposób, że niektóre wpisy pojawiają się niekiedy z opóźnieniem, czasami - z nieznanych nam przyczyn - znacznym. Choć nie ma w tym naszego działania - przepraszamy zirytowanych. Jednocześnie informujemy, że większość nowych tekstów ukazuje sią najpierw na górze strony głównej, w dziale OSTATNIO NADESŁANE, by nieco później - na ogół następnego dnia - trafić do właściwego działu merytorycznego. Komentarze wpisane do OSTATNIO NADESŁANYCH nie są ze względów technicznych przenoszone w nowe miejsce.
| POLECAMY | |
|
Dołączył do nas Jan Winiecki. Szukajcie jego felietonów w prawej szpalcie. Sławek Popowski: kapitalny esej o Gorbaczowie; arcyciekawe! Stefan Bratkowski zastanawia się: czy możemy zbudować solidny ustrój Na stronie KULTURA uruchamiamy rubrykę PRÓBY LITERACKIE. Czytajcie Mikołaja Fajfera. W witrynie pojawiło się Ilustrowane Radio Niny Nowakowskiej. Obejrzyj, posłuchaj! Chcesz zostać dziennikarzem? Nie wiesz, jak pisać? Poczytaj rady fachowca... Ważne przemyślenia George'a Friedmanna: prognoza na nasze stulecie Zajrzyj do działu CYWILIZACJA. Jest co poczytać i obejrzeć! Obejrzyj naszą telewizję (tak, tak - uruchomiliśmy własną). A w niej gościnnie EuroparTV! Nie wiesz co to? Ważny tekst dr Andrzeja Ehrlicha o (nie)sprawności zarządzania w Polsce. Są przykłady! Dr Ehrlich pisze także o pracy tłumacza
|
|
|
PONADTO... |
|
|
Stefan Bratkowski otworzył nowy cykl błyskotliwych porad dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić |
|
|
Jacek Pałasiński podejmuje gorący temat o gazie |
|
|
Ernest Skalski o Gorbaczowie
|
|
|
Sławomir Popowski |
|
|
Aleksander J. Wieczorkowski demoluje Telekomunikację Polską oraz Netię |
|



