Nasze media – nasi oszuści. STUDIO OPINII we własnym gronie dyskutowało właśnie o tym...

Nasze media – nasi oszuści. STUDIO OPINII we własnym gronie dyskutowało właśnie o tym...

  • STEFAN BRATKOWSKI Pytanie: zachowanie mediów w okresie kampanii wyborczej, a także w okresie ciszy wyborczej. 
  • ERNEST SKALSKI Generalnie ciszę wyborczą trudno uzasadnić merytorycznie jako okres refleksji, jest ona możliwa także w czasie „zgiełku”. Natomiast odkąd pojawił się Internet, strasznie trudno ją kontrolować i przy nikłej jej zasadności lepiej ją znieść. Co do Internetu, dla dobrego obyczaju nie należy zamieszczać materiałów „zakazanych” minutę po północy, ale i nie zdejmować tego, co było zamieszczone nawet ciut przed nią. 
  • BOGDAN MIŚ I takie jest rozstrzygnięcie prawne w Polsce.
  • SŁAWOMIR POPOWSKI Ten dzień ciszy wyborczej ujawnił kompletne nieprzygotowanie naszych mediów, zwłaszcza mediów elektronicznych, do takiej sytuacji. Nie mieli nic do pokazania. Żadnej publicystyki, żadnych sensownych materiałów. Próżnia. Okazało się raz jeszcze, że praktycznie żywią się tylko i wyłącznie konfliktem, więcej - są wręcz gotowe prowokować konflikt, by mieć z czego żyć. 
  • BOGDAN MIŚ Robi się widowisko za wszelka cenę, wydaje się ogromne sumy na oprogramowanie komputerowe, które pozwala w wirtualnym studio paluszkiem wyciągać statystyki i zawieszać je w powietrzu, natomiast wyraźnie telewizje oszczędziły na badaniach ankietowych i  zamówiły badania telefoniczne, wielokrotnie tańsze. Stąd i kompromitujące wyniki. Nawiasem mówiąc, pomysł badań telefonicznych, gdy polska wieś nie korzysta w pełni z telefonów, był nonsensem, samo to skrzywiło wyniki w stronę odbiorcy miejskiego - co ukazały wyniki. 

Wracając do tego, o czym Sławek wspomniał i co sam napisałem – kiedy przychodzi cisza wyborcza, nagle widać panikę w oczach prowadzących, widać, że powstaje próżnia. Nie ma czego pokazywać. Nie ma programu. Nie ma polityków. Nie kłócą się, nie można pokazać tych wspaniałych panów, którzy jeden na drugiego naskakują, bo w jakiej sprawie będą to robić? Zwróćcie uwagę, że w TVN24 sensacją dnia, wciąż pompowaną i powtarzaną caluteńki dzień, był wiejski osiłek, który na drugorzędnej drodze wiejskiej rozwinął prędkość 151 km/h i na dobitek nie był pijany. Sensacja na cały dzień, bo NIC innego się nie działo. 

Wielokrotnie argumentowano, że telewizje prywatne zatrudniają mniej więcej 10 czy 8 razy mniej pracowników, a robią taki sam program jak publiczna. Otóż takiego samego programu nie robią. Często bywa tak, że pokazują jakąś tam babcię, która ma koziołka, i mówią „wczoraj pokazywaliśmy państwu ten temat, dzisiaj do niego wracamy (z tym samym dokładnie materiałem filmowym), a jutro powrócimy do tego, bo to bardzo ważne”, w różnym opakowaniu sprzedaje się tę samą informację, błahą zresztą, zapychając czas. Zauważcie, nie ma w naszych telewizjach specjalistów. W telewizjach amerykańskich, brytyjskich, rosyjskich nawet,  są tacy, których się nazywa „główny komentator do spraw teatralnych”, „główny komentator naukowy”. Pojawiają się raz w tygodniu, raz w miesiącu, trzeba im za to godziwie płacić, ale u nas bardziej się opłaca zatrudnić panienkę z wydatnym biustem, choćby nawet z nieusuwalną wadą dykcji, bo się komuś w firmie podoba. 

  • STEFAN BRATKOWSKI Jest paradoksem, że to media elektroniczne produkują w Polsce populizm. Nie zainteresowały się nigdy tym, o co naprawdę warto pytać. Komentatorzy kampanii mówią tylko o tym, w jaki sposób występującym udało się oszukać publiczność, innymi słowy, jakie kwalifikacje mają doradcy z zakresu marketingu politycznego. W efekcie liczy się nie to, co istotne, tylko to, kto jak wypada, jak się prezentuje i potrafi oszołomić publikę. 
  • BOGDAN MIŚ We wszystkich dziedzinach życia zwyciężyła ta szkoła programów telewizyjnych, którą lansuje pani Jaworowicz. „Jaworowizm” to skrajny populizm. Niby że tylko sprawy społeczne, ale cokolwiek się robi, to propaganda, w tej samej manierze. 
  • STEFAN BRATKOWSKI ...A przeciętny polski obywatel już zapomniał, że prezydent to nie „nad-premier”, ani kancelaria prezydenta to nie „nad-rząd”, o jaki starał się poprzednio urzędujący prezydent. Dziś kandydat na prezydenta prowadzi dyskusję opozycji sejmowej z rządem. 
  • BOGDAN MIŚ W której, zostawszy prezydentem, nie będzie miał nic do powiedzenia. 
  • STEFAN BRATKOWSKI I to akceptują media, to zasada prezentowania rzeczywistości, innymi słowy, nie tylko populizm, a fałszowanie obrazu tego państwa.
  • BOGDAN MIŚ Obawiam się, że świadome.
  • JERZY KLECHTA Cisza wyborcza nie jest koniecznością, w innych krajach jej nie ma. Można by jednocześnie ją zlikwidować i wprowadzić obowiązek głosowania jak jest np. w Belgii i Grecji, w ten sposób byłby pełny obraz poglądów. Ale nie wiem, czy karami można zmuszać ludzi do patriotyzmu obywatelskiego. Za to prawdą jest, że nie ma w tych telewizjach dziennikarzy politycznych z prawdziwego zdarzenia. Nie dyskutują, bo nie znają problemów. Dyskutują wtedy, gdy temat nastręcza sensację. Nie ma dziennikarzy, którzy potrafią prowadzić dyskusję jak np. w Niemczech: siada pani Merkel i dziennikarz jest jej partnerem, ale nie na zasadzie boksowania się z nią, lecz dla dyskusji problemowej. Proszę zwrócić uwagę: dziennikarze się zagubili w nudzie tej kampanii, bo szukali na siłę czegoś, co by mogło zainteresować odbiorcę, nie znając żadnego meritum, nie wiedząc, za co chwycić. Wygrał właściwie te wybory Napieralski, „wyszminkowany” ładniej od innych, co zadecydowało.
  • SŁAWOMIR POPOWSKI  Wpadnę ci w słowo... Napieralski znacznie częściej kontaktował się bezpośrednio z wyborcami i tym zbierał punkty, choć w telewizji był pokazywany rzadziej niż dwaj główni pretendenci. 
  • ERNEST SKALSKI Wydaję mi się, że naprawdę przydałaby się telewizja publiczna czy też audycje kupowane za publiczne pieniądze. W każdym razie audycje poważne, analityczne, gdzie poważni ludzie poważnie by mówili o poważnych tematach, co nie znaczy, że taka telewizja sprawiłaby, że 30% czy 40% nie głosujących  zrozumiałoby i poszłoby głosować. Ci ludzie tej telewizji by nie oglądali. To byłaby telewizja dla elity, która i tak głosuje, i tak swoje wie, ale prawdopodobnie chciałaby się jeszcze jakoś wzbogacić w argumenty, czegoś się dowiedzieć. Zwiększenia tym frekwencji ja nie widzę. 
  • SŁAWOMIR POPOWSKI  Zgoda. Ale to w niczym nie przekreśla zapotrzebowania na poważną telewizję publiczną. To, co mamy, nie ma nic wspólnego z telewizją publiczną. To skandal, że podczas kampanii wyborczej ta telewizja, podzielona między dwie partie, praktycznie pełniła rolę sztabów partyjnych. I myślę, że nasze media wpisują się za bardzo w naszą rzeczywistość. Zwróćcie uwagę: media używają określenia „obywatel, obywatele”, a cała kampania wyborcza dowodziła krańcowego braku szacunku do człowieka, do obywatela. Przyszły wyborca jest traktowany tylko jako przedmiot manipulacji.
  • JERZY KLECHTA Nasze media w ogóle są upartyjnione. 
  • IRENA DZIEDZIC Nastąpiła wymiana elit. Zaczęło się od mediów, dlatego, że media najłatwiej opanować, a ci, którzy te media opanowali, byli świadomi, że mają wymienić ludzi na takich, którzy będą pasowali zarówno im jak ich mocodawcom. W mediach jest najłatwiej nagradzać, za media najłatwiej jest awansować i media są najbardziej powolnym narzędziem w ręku każdego, kto aspiruje do władzy.
  • SŁAWOMIR POPOWSKI To, co Pani mówi, odnosi się do telewizji publicznej, odnosi się do „Rzeczpospolitej”... 
  • BOGDAN MIŚ A TVN? Na początku „wiadomościami” zarządzał Lis, a teraz inna opcja polityczna. Oczywiście, że wymienili elitę. Najpierw skorzystali z fachowców, zapewnili sobie pewien poziom, potem wyrzucili fachowców i wprowadzili pseudo elitę polityczną. 
  • SŁAWOMIR POPOWSKI To nie do końca tak. Lis odszedł z TVN, zanim jeszcze nastała, a przynajmniej nie całkiem się rozwinęła IV RP.  Ich TVN24 było bardzo zaangażowane w krytyce IV RP, teraz, po zmianie rządu, tj. kiedy Platforma objęła rządy, oni stali się bardziej PIS-owscy, ale to są cały czas ci sami ludzie. 
  • IRENA DZIEDZIC Panowie, popatrzcie na relacje z konferencji prasowych w Białym Domu, czy tam siedzi młodzież z gołymi plecami, bo jest gorąco, i w portkach, które się ledwo dopinają? I bez kołnierzyków, i bez krawatów, i bez koszul? Tam siedzą starsi państwo, dopuszczani do rozmów z Panem Prezydentem. Zauważcie, kto się u nas pałęta po sejmie? Kto jest sprawozdawcą parlamentarnym? Jak oni wyglądają? Jak się prezentują operatorzy kamer? Jak się prezentują dźwiękowcy? Z czym oni przychodzą do poważnych polityków? Ano, z tym, na co stać ich bądź na co ich nie stać.
  • BOGDAN MIŚ Obawiam się, że na to nie poradzimy. To już się stało. W tym zawodzie mniej więcej do 40 roku życia człowiek powinien pracować na starszych kolegów. Szczyt kariery powinien przypadać między 50 a 60 i trwać do 90. U nas zabrakło ludzi dorastających do zawodu w latach 1973 – 1989, więc powstało puste miejsce dla fali nieprzygotowanej młodzieży.
  • JERZY KLECHTA No, są i przykłady pozytywne, choćby prasa lokalna. Pisma młode, powstałe po 89’ roku, robili to ludzie młodzi, mieli jakiegoś swojego patrona, starszego kolegę, to całkiem niezłe gazety. Ale co do  młodego wieku chciałbym o czymś innym powiedzieć. Zadać pytanie trochę retoryczne: czy młodzi ludzie jako odbiorcy, wyborcy, tak łatwo ulegają telewizji i prasie? Czy oni w ogóle tak oglądają telewizje i czytają prasę, jak robi to pokolenie starsze? Mam na podstawie obserwacji własnych pewne wątpliwości. Oni to olewają, olewają całą politykę. Jeśli głosują na Komorowskiego, to dlatego, że symbolizuje on dla nich pewną europejską wizję Polski, a Kaczyński – zad...ie, za przeproszeniem. 
  • BOGDAN MIŚ Dzisiaj naprawdę dla młodego człowieka ważniejsze jest, czy kupi sobie jeansy wranglera czy innej marki.
  • JERZY KLECHTA Nie, nie zgadzam się z tym. On te jeansy kupuje jak my kupujemy małe piwo. Młody, wykształcony człowiek wstaje (mam kilka przykładów z rodziny), siada do Internetu i w ciągu 15 minut rzuca okiem,  co się dzieje we Francji, co w Niemczech, a co w Anglii. Nie wnika w szczegóły, on chce tylko newsów, potem przeskakuje trochę na polskie, tu jest nuda…
  • BOGDAN MIŚ Poza tym wykształcony młody człowiek już siedzi w Londynie albo w New Yorku. Albo dawno wyjechał.
  • JERZY KLECHTA Nie,  także siedzi w Polsce, mój siostrzeniec zna 5 języków, w Warszawie pracuje, ma kontakt z całym światem. Wcale nie trzeba pracować w Londynie, by pracować na jakimś tam poziomie. Wiem, jak on patrzy na tę naszą politykę: „wujciu, odpieprz ty mi się z tymi twoimi politykami”. Nie czyta gazet, bo patrzy w Internecie: ciach, ciach, ciach i jedzie dalej.
  • STEFAN BRATKOWSKI Ja mogę ze swojej strony podać, że jednak rosną dziennikarze z prawdziwego zdarzenia, i Gazeta Wyborcza, i „Polityka” hodują takich. Zresztą wszyscy stopniowo dojrzewają, pozostaje pytaniem, w czym i w jakim kierunku będą dojrzewali. Myślę, że jednak będą dojrzewali, bo tak było w Polsce dotychczas, w kierunku zdrowego rozsądku. Więc tym bym się może najmniej przejmował. 
  • BOGDAN MIŚ Wczoraj usłyszałem informację, która mną wstrząsnęła. Ktoś posiedział ze stoperem jeden tylko dzień przed wiadomościami Programu Pierwszego i okazało się, że Komorowskiemu poświęcono  w tych wiadomościach aż 6 minut, ale wyłącznie negatywnie, natomiast Kaczyńskiemu poświęcono minut 4, ale wyłącznie pozytywnie.
  • JERZY KLECHTA W badaniach na przestrzeni nawet kilku dni Komorowski miał w telewizji publicznej do 67% informacji negatywnych, a Kaczyński i inni, nawet Napieralski, nie mieli żadnych negatywnych.
  • STEFAN BRATKOWSKI Jurek, podjąłeś jeden zasadniczych tematów. Na ile media elektroniczne są wiarygodne? Tzn. po prostu jaki procent ludzi w Polsce, nawet widzów, wierzy im i opiera się na ich informacjach.
  • BOGDAN MIŚ 80%, niestety.
  • ERNEST SKALSKI Czy przez wiarygodność rozumiemy, że coś jest godne wiary, czy że temu wierzą? Ludzie wierzą i niewiarygodnym źródłom, na tym polega dramat. I rzeczywiście, jeśli taka ma być telewizja publiczna, to szkoda na nią pieniędzy. Co do partyjności, w wolnym kraju każdy może mieć taką telewizję i taką gazetę, jaką chce i na jaką go stać. Czyli może być telewizja jak najbardziej partyjna, byle tego nie kamuflowała. Natomiast w „Fakcie”, dla przykładu, wiodącym komentatorem był Warzecha, konkurujący z Ziemkiewiczem, ale od pewnego czasu zatrudnili drugiego, który akurat wali na drugą stronę, zawsze piszą równolegle, jeden wali w Komorowskiego, drugi w Kaczyńskiego. Wredne jest coś innego, to, o czym już pisałem, że i w „Fakcie”, i w „Super Expresie”, dominuje to, co robi Jaworowicz, czyli koszmarny populizm powszechnego niezadowolenia, na zasadzie „dlaczego emeryt w Niemczech ma 4 razy lepiej niż polski?” i tego rodzaju historie.
  • SŁAWOMIR POPOWSKI W przypadku TVN24 niepokoi mnie zupełnie coś innego... Mam wrażenie, że część naszych mediów elektronicznych próbuje występować jako samodzielna czwarta siła polityczna, którą interesuje tak naprawdę tylko jedno - oglądalność, która przekłada się na wpływy z reklam. 
  • ERNEST SKALSKI Ale na to nie ma rady. Wolę media, które biegną za pieniądzem pochodzącym z reklam czyli z oglądalności, od mediów, które są na garnuszku rządowym czy jakiejś korporacji niemedialnej. Dlatego, że jeśli Murdoch zarabia na swoich gazetach, to jest w porządku, jeśli natomiast jacyś dobroczyńcy otworzyli by swoje gazety, na które ich stać, to byłyby to gazety na swój sposób „lewe”.
  • BOGDAN MIŚ Oni o tym doskonale wiedzą i dlatego takiej gazety nie założą, ponieważ by natychmiast padła.
  • ERNEST SKALSKI Ale pamiętacie okres Jelcyna w Rosji? Każdy oligarcha miał swoją gazetę, swoją telewizje, swoje radio. Każdy pokazywał inną rzeczywistość. Dzięki temu w każdym razie można było coś z tego skleić, zrozumieć... 
  • SŁAWOMIR POPOWSKI Problem jednak polega cały czas na tym, jakie standardów dziennikarstwa w mediach się przestrzega. Boję się tego, co bardzo często w naszej rzeczywistości nazywa się „postpolityką”. Ponieważ mamy być tylko i wyłącznie konsumentami, MY - odbiorcy, MY - czytelnicy, widzowie, nam się dostarcza jakąś tam papkę i przy umiejętności sprzedania swojego towaru można na tym sporo zarobić. Mówiąc inaczej, wrócę do tego, że taki układ w społeczeństwie demokratycznym jest, jeśli nie chory, to bardzo niebezpieczny - praktycznie rzecz biorąc, eliminuje z życia człowieka jako obywatela. Staję się przedmiotem manipulacji tej, którą uprawia Kaczyński, tej, którą uprawiają media, i w gruncie rzeczy przestaję być obywatelem.
  • STEFAN BRATKOWSKI Tylko trzy zdania na koniec. Media nie pokazywały rzeczywistości. Byli nią między innymi księża, nakłaniający do głosowania tak, a nie inaczej. Niemały procent duchowieństwa, dzięki któremu znacznie przyrosła liczba głosów na korzyść Kaczyńskiego. Nikt się tym problemem się nie zajął. Co potrzebne mi jest dla pewnej puenty. Wszystko, co my tu możemy ze swojej strony robić, to zwracać uwagę na to, o czym powiedziałeś, tzn. na zasady, którymi się będzie kierowało nasze środowisko zawodowe. Czyli po prostu forsować dziennikarstwo z poczuciem odpowiedzialności za kraj, a nie tylko jako przedmiot zabawy w czwartą władzę i partnera klasy politycznej. Dziennikarstwo ludzi z takimi czy innymi poglądami, ale z poczuciem odpowiedzialności za mózgi odbiorców.
  • BOGDAN MIŚ Ja bym dodał jeszcze, że chodzi nam o media, które wypełniają jakąś misję - bez względu na to, co to skompromitowane słowo znaczy. Otóż nie ma mediów, które wypełniają misję, jeżeli nie ma dziennikarzy, którzy misję czują. 
  • SŁAWOMIR POPOWSKI Odrobina pesymizmu z mojej strony. Obawiam się, Panowie, że i w przypadku mediów będzie się nadal potwierdzało prawo Kopernika o złym pieniądzu, który wypiera lepszy.
  • STEFAN BRATKOWSKI Jestem przeciwnego zdania. Hearst chciał od swojej prasy jako tematów – seksu, zbrodni i pieniędzy. Nie przypadkiem pojawił się Pulitzer, odrzucający hasła Hearsta i jednak, co by nie powiedzieć, pewne zasady, przez Pulitzera wylansowane w dziennikarstwie amerykańskim, są jednak w Ameryce uważane za obowiązujące. Już w starożytności retorykę, odpowiednik naszego marketingu politycznego, kwalifikowano niemal tymi samymi słowy jakimi dzisiaj my kwalifikujemy marketing polityczny, czyli jako robienie ludziom wody z mózgu, oszukiwanie ich. Innymi słowy, nigdy nie należy tracić cierpliwości. 

Tematy do dyskusji: Nasze media – nasi oszuści. STUDIO OPINII we własnym gronie dyskutowało właśnie o tym...

Data: 2010-07-02

Dodał: Jadwiga

Tytuł: Nasze media

Panowie - dziekuję. Trudno o bardziej rzeczową dyskusję i łopatologiczne uzmysłowienie przeciętnemu widzowi/czytelnikowi, na czym polega to nieszczęście, zwane telewizja publiczną.
Czas publicystyki wyborczej w mediach przyprawia albo o furię z nadmiaru guana, albo o torsje z nadmiaru...guana.

Wyszukiwanie

Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:

Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu




Od redakcji 

Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże  sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji). 

Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.

Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.

Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.

Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.

 

 

 

 

Ernest Skalski poleca swój esej

BIEDNI I BOGACI III RP

 

Nowa pozycja: esej Mirosław Malcharek: 

Apage, satanas

Z notatnika amatora-egzorcysty

Clip to Evernote