Sławomir Popowski: Pośmiertne polowanie na Kapuścińskiego
Przez ostatnie dwadzieścia lat, aż do śmierci, najgorszym słowem, epitetem jaki słyszałem z ust Ryszarda na określenie różnego rodzaju kreatur było: "to są straszni ludzie". Niekiedy dodawał jeszcze: "i niebezpieczni". Z jego ust nigdy nie padło żadne przekleństwo pod ich adresem, choć samo się narzucało... Myślę, że - gdyby żył - tak samo nazwał by autorów tej nagonki, jaką za sprawą książki Artura Domosławskiego "Kapuściński non-fiction", rozpętano w ostatnich tygodniach wobec jego osoby. Autora, który nadużył zaufania jego oraz rodziny, pewnie również.
Nie czytałem książki Domosławskiego i mam coraz mniejszą ochotę na jej lekturę. Znam ją tylko w co "smaczniejszych" fragmentach, ujawnianych w ramach znakomicie zorganizowanej akcji promocyjnej i marketingowej, prowadzonej wg. klasycznej zasady, że nic tak dobrze się nie sprzedaje, jak skandal. Zresztą, może tylko o to właśnie chodziło - o kasę? Bo jakoś trudno mi uwierzyć w szczerość deklaracji autora, nieustannie podkreślającego, że uważa Kapuścińskiego za swojego mistrza i mentora, a siebie - za jego młodszego przyjaciela i ucznia. I właśnie dlatego, w imię prawdy, będzie tropił jego rzekome konfabulacje; dochodził, czy piesek Cesarza miał prawo siusiać na buty dostojników, ile kochanek miał autor "Hebanu", jakie relacje łączyły go z córką i jak to umiejętnie kreował swój mit. Nie mówiąc już o teczkach SB i o tym, jak skutecznie poruszał się w środowisku komunistycznych notabli oraz w PRL-owskich labiryntach władzy.
Fakt, Domosławski robi to inteligentnie, ale przyjęta metoda jakoś dziwnie przypomina mi klasyka gatunku - mgr Zyzaka. Podobnie, jak i on ruszył w Polskę i świat, by odszukać dawnych znajomych i "przyjaciół", o których pewnie inaczej nikt by nie pamiętał, a teraz dał im możliwość odreagowania dawnych żalów, kompleksów i pretensji. Może więc to właśnie on, mgr Zyzak, jest jego rzeczywistym mentorem i mistrzem? Ale dlaczego w takim razie miałby się tego wstydzić? Bo Zyzak sprzedaje się gorzej niż Kapuściński?
- Dla mnie jedno jest pewne: Ryszard nigdy by takiej książki nie napisał. O nikim. Domosławski, który przez wiele lat bił pokłony Kapuścińskiemu, a po jego śmierci - wkradł w łaski żony, by uzyskać dostęp do najbardziej prywatnych notatek i listów, aby na koniec, z miną niewiniątka i trzepocząc rzęsami, ogłosić światu "prawdę" o swoim - jak zapewniał - Mistrzu i Nauczycielu, najzwyczajniej, choćby nie wiem, jak się zaklinał - napluł na jego pamięć...
I ożywił upiory. Pamiętam jesień 2006 roku. Lustracyjni inkwizytorzy przebierali nogami i ślinili się na samą myśl, że lada moment dopadną Ryszarda teczkami… A on im zrobił psikusa i parę miesięcy później umarł. Do dziś nie mogą mu tego darować, że taką zabawę im zepsuł. Więc teraz nadrabiają opóźnienia. "Każdy wybitny pisarz przez całe życie maluje swój portret różniący się od jego życia. Właśnie z tego powodu Kapuściński bał się lustracji... Kapuścińskiego życie szybko nauczyło cynizmu" - To nadtytuł i tytuł tekstu z gazety "Polska. The Times", do której przeszła spora grupa sympatyków lustracji i IV RP z dawnego "Dziennika". I jeszcze wytłuszczonym drukiem: "podczas egzaminów wstępnych na polonistykę Kapuściński cytował wiersze o Stalinie". A zaraz potem wezwanie i oskarżenie w jednym: "W Polsce obowiązuje zmowa milczenia. Nie chcemy znać prawdy o naszych bohaterach". Następnego dnia ta sama gazeta idzie za ciosem. Już na pierwszej kolumnie reklamuje swój tekst z trzeciej strony: "Ubarwione życie Kapuścińskiego. Zmyślił historię o ojcu, który miał uciec z transportu. W obawie przed CIA sam ocenzurował "Szachinszacha". No i to najgorsze: "Podpisał zobowiązanie o współpracy z SB", uważał PRL za swoją i nie krył, że ma serce po lewej stronie. (Po prostu horror – SP). - I nie ma najmniejszego znaczenia, co jest tu prawdą, a co fałszem, jaki był kontekst. "Domosławski - pisze "Polska. The Times" - zaczął swą książkę od opisu uśmiechu Kapuścińskiego. I od początku nie miał wątpliwości, że był on maską mającą przysłonić jego prawdziwe oblicze. Oblicze człowieka, który ciągle żył w strachu, który miał zadziwiająco mało (jak na swoje sukcesy) pewności siebie. Skąd to się brało? Na to Domosławski odpowiedzi nie znalazł".
Ale przecież pytanie było tylko retoryczne. Domosławski - wg gazety - sam to wyjaśnił: bo - podobno - nie naciskany sam wyrzucił z "Szachinszacha" fragment dotyczący CIA, a wszystko dlatego, że "jako dawny współpracownik wywiadu... musiał się liczyć z tym, że jeśli oskarży CIA, agencja może oddać cios. I znokautować". Po drugie zaś - gdy pojawiły się pogłoski o jego lustracji - miał "skurczony ze strachu dzwonić po znajomych i pytać, czy ktoś nie słyszał, cóż to chcą mu wyciągnąć". - A mnie w tym momencie trafia szlag. Byłem wówczas częstym gościem u Ryszarda. Przyjaźniliśmy się blisko 20 lat. Był w kiepskiej formie. Cierpiał z powodu stawów biodrowych, których nie można było zastąpić endoprotezami (stan serca nie pozwalał na operację) i po paru minutach siedząc, musiał się położyć na kanapie i w tej pozycji kontynuowaliśmy rozmowę... No, ale przecież - jak się teraz dowiaduję - kładł się i kurczył ze strachu... Pytanie tylko, czy przed "teczką", czy przed IV RP, która znów o sobie przypomina i puka do drzwi?
W komentarzu redakcyjnym Piotr Zaremba stawia pytanie: ile wolno ciekawym? Pisze: "w kraju, gdzie historyka Zyzaka, abstrahując od jego błędów, za biografię Wałęsy strofował z najwyższych trybun premier, zagrożeni kłopotami będą także umiarkowani poszukiwacze typu Domosławskiego". Wynika więc z tego, że Domosławski to tylko taki umiarkowany Zyzak.
A "ile wolno ciekawym?" - Odpowiadam: wolno wszystko, byle nie czynić krzywdy innym, także ich pamięci. Bo, choćby nie wiem jak się zaklinali ci, którzy głośno krzyczą: "prawda" oraz że "tylko prawda nas wyzwoli" - nie wszystko jest na sprzedaż. Za tymi okrzykami, kryją się często ludzie, których Kapuściński nazywał najbardziej dosadnie, jak tylko potrafił: "to straszni ludzie. I niebezpieczni". Polowanie trwa...
Alicja Kapuścińska wystąpiła do sądu o wstrzymanie rozpowszechniania książki Domosławskiego. To nie jest żadna cenzura prewencyjna, ani atak na wolność słowa, ale jej święte prawo, gwarantowane przez Kodeks Cywilny, gdy naruszane są jej dobra osobiste. Ma powody, aby z tego prawa skorzystać.
Tagi:
Tematy do dyskusji: Sławomir Popowski: Pośmiertne polowanie na Kapuścińskiego
—————
—————
—————
—————
—————
—————
—————
—————
—————
Data: 2010-02-24
Tytuł: Nie dajmy odebrac sobie radosci czytania (czesto ponownie) czytania ksiazek Pana Ryszarda Kapuscinskiego!
Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:
Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Od redakcji
Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji).
Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.
Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.
Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.
Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.





