Stefan Bratkowski: Morze chce być bliżej Polski

Stefan Bratkowski: Morze chce być bliżej Polski

Moi Przyjaciele – Zbigniew Zbroja i Piotr Dwojacki, wspierani przez Marka M. Drozdowskiego - w związku z 90. rocznicą powrotu Polski nad Bałtyk oraz rocznicami powstania polskiej administracji morskiej i szkolnictwa morskiego,

  • w ramach obchodów Światowego Dnia Morza 2010,
  • w nawiązaniu do tradycji Zjazdu Gospodarczego Miast Morskich oraz Zjazdów Ekonomistów Morskich,
  • w związku z powołaniem 24 lutego 2010 w Senacie RP Komisji Morskiej i Rzecznej organizacji pozarządowych,

zorganizowali właśnie pierwszy Powszechny Zjazd Ekonomistów, Menedżerów, Prawników i Historyków Morskich

Program szczegółowy zjazdu (pdf), także zobacz tutaj

 

Napisałem do Nich, co poniżej:

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Kilka słów – jeśli można – od Stefana Bratkowskiego. Najpierw – gratulacje dla Wszystkich Obecnych i przede wszystkim dla Organizatorów, że się taki think-tank spotyka. Może po tym spotkaniu nasi rodacy zaczną odkrywać, że mamy morze. Co do fachowców, będę usatysfakcjonowany jako weteran tematu, jeśli zakończycie dyskusję szczegółowym planem, co możemy i co warto zrobić w ciągu najbliższych miesięcy i lat. Mamy przed sobą – może poprzez uczelnie morskie i studentów siedzących w Internecie - rozpoznanie, regularną obserwację światowych rynków żeglugowych, żeby wiedzieć, gdzie kto pływa, czym, z czym i za ile. Czyli – w konsekwencji - pytanie, czy warto pływać. No ale jeśli innym się opłaci, to powinno i nam… Tylko wchodzić będzie trzeba w żeglugę szybko, zajmować miejsca w konferencjach, być konkurencyjnym w trampingu i kabotażu, wykorzystując doświadczenia PŻM i pamiętając, że morza i oceany robią się coraz ciaśniejsze, że będzie coraz więcej katastrof ze zderzeń i Lloyd’s będzie podwyższał składki ubezpieczeniowe.

Mamy świetnych kapitanów i bardzo dobrych marynarzy. Pływają pod obcymi, zwykle tanimi banderami. Kształcimy dalsze kadry – dla obcych flot. Dziś został nam tylko PŻM. Zastanawia mnie, czy nie mogłaby powstać spółka akcyjna, oparta organizacyjnie na szkołach morskich, która rozprowadzi drobne akcje, przysłowiowe w Ameryce akcje „dla cioci Sally”, takie po 100 zł, wśród przede wszystkim 5 milionów mieszkańców województw i miast nadmorskich, które mogą żyć z morza i są najbardziej zainteresowane dochodami z niego. Także w miastach, które mają przemysł kooperujący z przemysłem stoczniowym. Spółka taka, zebrawszy półtora, dwa miliardy zł, zainwestowałaby w budowę statków – może wespół z samorządami miejskimi miast portowych. Lub i z bankami, które by wystąpiły nie jako kredytodawcy, lecz jako współinwestorzy. Zakładając, że nasze stocznie oferowałyby ceny konkurencyjne wobec cen południowo-koreańskich, nie licząc na żadne podarki. Stocznie z mądrymi załogami, zorganizowanymi w kompetentne spółki pracownicze bez awantur i Guzikiewiczów. Zostało nam po CBKO trochę wysokiej klasy fachowców, jeśli zobaczymy za półtora roku wielkie polskie frachtowce żaglowe, wspomagane tylko napędem śrubowym, konkurencyjne w cenach przewozów, będzie to rewelacja handlowa.

Druga sprawa – nasze porty i ich zaplecze komunikacyjno-transportowe, przede wszystkim - wodne. Szczecin był kiedyś po wojnie i mógłby dawno być znowu portem dla Czechów, a jeszcze za czasów Franc-Jozefa projektowano kanał łączący Odrę z Wagiem (dopływem Dunaju) przez Beczwę na terenie Moraw. Śródlądowy transport wodny jest tańszy od przewozów kolejowych i samochodowych, a czystszy ekologicznie. Niemcy wożą wodą – mając 6800 km spławnych rzek i prawie drugie tyle kanałów - 20 % swojego tonażu. Wszystko, czemu się nie spieszy do nabywcy, może płynąć wodą. Małe statki morskie – co wiem od kpt. Dzierżka - wpływają zaś we Francji w głąb lądu aż do Rouen, portami morskimi mogą więc być Tczew i Elbląg, który budował w XVI wieku okręty dla Zygmunta Augusta. Dziś uspławnia się rzeki, pomagając im w regulowaniu się, polska szkoła regulacji (nieżyjącego Janusza Wierzbickiego) dokonała przewrotu, pomaga się rzece – tyle, że po żmudnych badaniach – bardzo tanimi i prostymi technikami, bez prostowania biegu i cembrowania brzegów. Nie bójmy się więc myśleć kategorią wielkich perspektyw, przekopanie mierzei Wiślanej nie odetnie dostępu do Krynicy Morskiej ani też nie zmieni fauny w zalewie, trochę go raczej oczyści.

Nie muszę dodawać, że morze to wyobraźnia, zmiana wyobraźni narodowej. To już tłumaczył Kwiatkowski. A jak sam pisałem po wielekroć, Anglicy nie byli wcale narodem morskim, oni siebie jako naród morski – wymyślili. Aż woda morska stała się brytyjska… Pilnujmy wiary, że wszystko jest możliwe. Polska zbudowała największy port na Bałtyku w ciągu ośmiu lat, Henry Kaiser, zapomniany amerykański bohater zaplecza produkcyjnego drugiej wojny światowej, spuszczał w swoich stoczniach na wodę podczas wojny codziennie jeden statek z serii „Liberty”. Dzięki fantastycznej sztuce organizacji. Wszystko więc przed nami. Będę zachwycony, jeśli dowiem się, jaki procent frachtów światowych w perspektywie 10 lat możemy przejąć. Od morza Chińskiego i Aleutów po zatokę Gwinejską i północny Atlantyk. Życzę owocnych obrad.

  

Stefan Bratkowski

 

Tematy do dyskusji: Stefan Bratkowski: Morze chce być bliżej Polski

Data: 2010-10-07

Dodał: Adam Furtak

Tytuł: co z tym gazociągiem?

A co z nordstreamem w kontekście naszych portów? Czy jest ktoś kto mógłby jednoznacznie stwierdzić, że gazociąg będzie bądź nie będzie przeszkadzał w przyjm owaniu większych jednostek w naszych portach? Bo jeśeli tak to cały duży tonaż będzie przejęty przez Niemców. Z drugiej strony może my możemy przejąć resztę przy lepszej organizacji? (Tu niestety przypomniał mi się jeden ministrów ds. gospodarki morskiej, jakiś 20-latek chyba z LPR albo Samoobrony, sądząc po takim ministrze można wyrobić sobie zdanie na temat wagi jaką politycy polscy przkładają do morskiego sektora gospodarki polskiej.)

Data: 2010-09-21

Dodał: P.Dwojacki

Tytuł: Prosto ze Zjazdu

Szanowny Panie Redaktorze!
Serdecznie dziękuję za list - zostało odczytane przez dr Zbigniewa Zbroję w trakcie sesji głównej, wkrótce po wystąpieniu Marszałka Województwa Pomorskiego. Przesłanie listu wkomponowało się w hasło "Morze i rzeki razem", co zostało docenione przez uczestników Zjazdu, w tym przez Panią dr Julitę Maciejewicz-Ryś, wnuczkę Eugeniusza Kwiatkowskiego.
Zjazd i jego efekty będą relacjonowane na stronie: http://kwiatkowski.edu.pl/
Z szacunkiem
Piotr Dwojacki
Koordynator Zjazdu

Data: 2010-09-19

Dodał: czeslaw

Tytuł: dobry temat-ale!!!!!!!!!!!!!!!!!

ale jakosik cicho o wkładzie PRlu dla polskiej gospodarki morskiej .
Jeżeli dalej będziemy kłamac i pomijać ten okres ,do niczego nie dojdziemy.
Nie wiem dlaczego mówi sie tylko o Gdyni i potem dopiero o okresie po 89
-a wcześniej czyli okresie 45-89 to nic sie w portach nie robiło ?????.
Przecież my jeszcze żyjemy ,my jeszcze myslimy ,jeszce pAMIETAMY NASZ WYSIŁEK
wysiłek naszych ojców ,synów ,braci ich wkład w " okno na świat" które to obecne elity zatrzasneły .
Co za durnota i parszywa niewiedza w Was publicystów wstapiła ;co jest waszym celem ??? ,zakłamaniem i przemilczaniem faktów niczego nie zmienicie ,wpisujecie sie w prawicowy spktakl kłamstw .

Data: 2010-09-20

Dodał: Wojciech

Tytuł: Re:dobry temat-ale!!!!!!!!!!!!!!!!!

Bratkowski doznaje wyrachowanej amnezji na temat wszystkiego co związane jest z okresem Polski Ludowej. Jego okresem, całym życiem łącznie z partią. TO choroba neofitów chcących za wszelka cenę zapomnieć siebie samego, często opluć i znieważyć. Mam jego pierwszą książkę "Gra o jutro", przyjdzie ją spalić a Bratkowskiego wyrzucić z pamięci za zakłamanie i hipokryzje.

Data: 2010-09-19

Dodał: obserwator

Tytuł: super

Panie Redaktorze,

Pan jest jednym z niewielu znanych mi z mediów i książek, pozytywnie zakręconym w temacie Morza ludzi ze śródlądzia.
Gdyby chociaż w polskim parlamencie, rządzie, urzędach etc. było chociażby 5% ludzi z Pańskim zrozumieniem i wiedzą w tym temacie to według mnie byłaby szansa postawić polską gospodarkę na nogi w oparciu o rozwój sektora morskiego, bo jak Pan zapewne wie na 1 utworzone miejsce pracy na morzu powstają 3 na lądzie.

Polski sektor morski wydaje się być kulą u nogi kolejnych rządów. Od momentu rozpoczęcia transformacji społeczno- ekonomicznej sprawy morskie są spychane na dalszy plan , co powoduje, że kolejne ekipy decydentów lekceważą narastające problemy rybaków, armatorów, stoczniowców czy też oficerów floty handlowej, doprowadzając do zapaści państwowe przedsiębiorstwa żeglugowe, i spółdzielnie rybackie, a tym samym przyczyniło się do zjawiska strukturalnego bezrobocia poza dużymi aglomeracjami polskiego Wybrzeża.
Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej w małych portach i przystaniach żeglugowych pojawiają się pierwsze symptomy poprawy sytuacji (powstają mariny i odnotowuje się wzrost przedsięwzięć w branży turystycznej (niestety tylko przez kilka miesięcy w roku).
Z kolei brak szerszego zainteresowania programem pomocowym ze strony rybaków wynika z nieprzewidywalności założeń polskiej polityki rybackiej. Co roku, rybacy nie wiedzą gdzie i ile ryb będą w stanie odłowić. W wyniku patologii na rynku dystrybucji ryb, największe profity z handlu rybami spływają do kieszeni pośredników, którzy dzięki swoimi wpływom skutecznie paraliżują inicjatywy ukierunkowane na poprawę polityki cenowej z korzyścią dla rybaków. Podjęto szereg inicjatyw ukierunkowanych na stworzenie lokalnych giełd rybnych, które w wyniku defraudacji, zaniedbań i złej woli przyczyniły się marnotrawstwa środków unijnych i szkody na rzecz budżetu państwa.
Otwarty rynek w ramach Unii Europejskiej powoduje, że następuje drenaż doświadczonych rybaków- zagraniczna konkurencja podkupuje rybaków oferując nieporównywalnie lepsze warunki pracy i płacy.
Polskie organizacje rybackie nie są w stanie konkurować na europejskim rynku połowów, ponieważ nie posiadają środków własnych, dostępu do kredytów, by starać się o dofinansowanie z Unii Europejskiej.
Z kolei skandynawska konkurencja wykorzystuje przymusowe postaje, narzucone nam przez Komisję Europejską jako karę za przekraczanie limitów połowowych i wykorzystywanie zabronionego sprzętu, by odławiać na polskich wodach terytorialnych przez 2-3 dni tyle ryb ile przypada na jedną polską jednostkę rybacką w ciągu miesiąca. Należy dążyć do odbudowy polskiej floty handlowej i zachęcać do rejestracji pod polską banderą statków, które płacą podatki poza Polską. Takie działanie umożliwi egzekwowanie świadczeń zdrowotnych dla marynarzy i ich rodzin, rozwiąże problem świadczeń emerytalno- rentowych ponad 10 tysięcy marynarzy, rybaków i specjalistów portowych pracujących za granicą.
Należy znieść bariery administracyjne założone na łodzie rybackie do 8 metrów długości oraz unowocześnić przepisy w zakresie rybołówstwa morskiego i organizacji rynku rybnego (kontroli na obrotem ryb dostarczane przez zagraniczne jednostki w polskich portach.

Dla efektywnej modernizacji sektora morskiego należy dokonać całkowitej nowelizacji kilkudziesięciu ustaw i rozporządzeń oraz restrukturyzacji instytucji odpowiedzialnych za administrowanie sprawami żeglugi i rybołówstwa.
Obecnie sześć organów państwa (trzech dyrektorów trzech Urzędów Morskich, trzech inspektorów Rybołówstwa Morskiego z trzech odrębnych inspektoratów w Gdyni, Słupsku i Szczecinie), z powodu niezmiernie niskiej liczby polskich jednostek pływających (w Polsce mamy więcej jachtów niż statków floty handlowej- a najwięcej jest zarejestrowanych kutrów rybackich), doprowadza do sytuacji, w której w/w organy sieją chaos kompetencyjny i wzajemnie obniżają zakres swojego funkcjonowania, które sprowadza się do czynności portowych jak: oznaczanie szlaków morskich, radarowej kontroli ruchu statków i kutrów rybackich.
Należy wyeliminować bezsensowne przepisy, które nakładają zbędne obowiązki na Urzędy Morskie- wydawanie zarządzeń porządkowych określające wyposażenie prywatnych jachtów żaglowych i motorowych (takie kwestie są regulowane przez międzynarodowe przepisy jak Safety of Life AT Sea- (SOLAS) dla statków morskich, w przypadku jednostek wyłączonych z SOLAS wyposażenie innych jednostek powinno być w zgodzie z Konstytucją RP, określone rozporządzeniem właściwego ministra, a nie dyrektora Urzędu Morskiego); utrzymywanie porządku na plażach powinno być w gestii policji i straży miejskiej a nie Urzędu Morskiego .
Gdyby kierowano się prostym rachunkiem ekonomicznym i gospodarnością, Urząd Morski mógłby zostać połączony z Okręgowymi Inspektoratami Rybołówstwa Morskiego, a uzyskane w ten sposób oszczędności mogłyby zostać przeznaczone na podwyżki dla inspektorów oraz zakup nowych statków inspekcyjnych i dodatkowych kontyngentów paliwa . Takie rozwiązanie pozwoliło by obalić zarzuty Komisji Europejskiej, że Polska niedostatecznie kontroluje łowiska i toleruje istnienie szarej strefy w rybołówstwie, czym Komisja Europejska uzasadnia zmniejszenie połowów .
Strefa nadbrzeżna Morza Bałtyckiego obejmuje 36 gmin na terenie 18 powiatow. Długość wybrzeża wynosi 528 km. Na polskim wybrzezu znajduja 74 porty i przystanie rybackie. Powierzchnia morza terytorialnego 8,682 km2.

Polski sektor rybacki wytwarza 0,07% PKB. Udzial produktow rybnych w eksporcie stanowi 10% calego eksportu zywnosci. W zwiazku ze systematycznym spadkiem zasobów rybnych na Baltyku będącym rezultatem ograniczonej zdolność odbudowy zasobów ryb jak i rabunkowej eksploatacji należy stwierdzić, że perspektywy rozwoju tego sektora gospodarki narodowej sa nikle.
Pomiedzy 2002- 2006 biomasa stad rozrodczych dorsza spadła o 70-80 tys. ton i stanowila 1/8 masy z wczesnych lat 80.
Biomasa stad rozrodczych śledzia wiosennego spadla z poziomu 300 tys.ton w latach 1991- 1992 do 130 tys. ton w latach 1998- 2000. Szacuje się ze biomasa sledzia w 2009 roku spadnie do 135 tys. ton.
ICES rekomenduje, by w 2008 roku zmniejszyc polowy o 20% do 71 tys. ton.
Polowy sledzia do 30 lat zmniejszaja się. W 2006 odlowiono 110 tys. ton z czego tylko 17 tys. ton przypadlo na polskie kutry rybackie .
Zgodnie z informacjami przez portal rybactwo. Info
Podaż ryb w 2008 roku była o 6.5% większa niż w 2007 i wyniosła 484 tys. ton. Połowy krajowe były o 4% mniejsze niż w 2007, z kolei import wzrósł o 8%.
Połowy bałtyckie zmalały o 10% w związku z niskimi zyskami osiąganymi z połowów storni, śledzi i szprotów oraz zakazu połowu łososi przy pomocy pławnic. Dzięki efektywnej kontroli i egzekucji kar za ponadnormowe połowy prawdopodobnie przyczyni się do dalszego spadku połowów na Bałtyku. W 2008 roku połowy morskie były mniejsze o 7.2% niż w 2007 i wyniosły 124 tysiące ton.
Dzięki Sektorowemu Programowi Operacyjnemu „rybołówstwo i gospodarka morska” przeznaczono 19 mln PLN na modernizację istniejącej statków rybackich oraz 14,3 mln PLN na działania społeczno- ekonomiczne i 4,8 mln PLN na promowanie nowych rynków zbytu na produkty rybne
W wyniku spadku eksportu wartość produkcji przetworów rybnych była na poziomie 4.5 mld PLN.
Wzrosła produkcja konserw i prezerw rybnych oraz marynatów i rybnej garmażerki, spadek produkcji filetów wyniósł 44% na rzecz ryb świeżych i wędzonych.
Rentowność przedsiębiorstw sektora rybackiego w I półroczu 2008 zmalała do 3,07%, netto do 2.4% a wskaźnik bieżącej płynności finansowej 1,08. Udział firm rentownych zmalał z 82% 75%.
Spadek popytu na ryby i ich przetwory obniża ceny, dewaluacja złotówki skutkuje rosnącymi cenami ryb importowanych.
19-go marca 2009 Komisja Europejska wydała uprawnienia do wykonywania rybołówstwa morskiego 836 statkom o łącznym tonażu 4105,91 GT.
Polska morska flota rybacka składa się z floty dalekomorskiej i bałtyckiej o łącznej liczbie 861 jednostek rybackich (tonaz 21,234 GT). Średni wiek floty wynosi 26,7 lat.
W latach 2005-2007 wycofane z użyciem pomocy publicznej zostały 404 statki rybackie o łącznym tonażu 15,8 tys. GT. Złomowano 49 trawlerów dennych o dł. 12-24m. i 43 trawlery denne o dł. 24-40 metrow).
Według danych rybactwo.info polska flota dalekomorska składa się z 4 statków:
Alina (Gdy-46) 7805 GT
Anders (Gdy- 39) 7765 GT
Dalmor (Gdy- 305) 3861 GT
Polonus (Gdy- 36) 1805 GT
Udział rybołówstwa w naszym eksporcie rolno- spożywczym wynosi 7%, i imporcie 9%, w wartości produkcji sprzedanej przetwórstwa rolno- spożywczego 3.5%, a w PKB 0.02%.
W okresie PRL polskie rybołówstwo dalekomorskie odławiało do 300 tys. ton ryb rocznie obecnie importuje 300 tysięcy ton.
W 2007 roku wartość transakcji handlowych rybołówstwa wyniosła 5 mld PLN.
W przetwórstwie rybnym zatrudnionych jest około 17 tys.osób. Roczne limity połowu ryb dla indywidualnych jednostek rybackich z wyłączeniem rybołówstwa przybrzeżnego określa MriRW. Są one przyznawane bezpłatnie, nie podlegają wymianie między statkami z wyjątkiem statków tego samego armatora.
Każdy statek powyżej 8 metrów jest zobowiązany poinformować do Centrum Monitorowania Rybołówstwa raportów o wielkości połowów, obszarów połowowych i używanych narzędziach.
Komisja Europejska w 2007 roku ustaliła, że polscy rybacy odławiają trzy razy więcej ryb niż oficjalnie zgłaszają. Mocą rozporządzenia KE (804/2007) wprowadzono zakaz połowów ryb dla polskich kutrów i trawlerów do końca 2007 roku i ograniczono połowy o 10% wielkości przekroczenia limitu w 2008 roku oraz po 30% w kolejnych latach.
W latach 2007- 2013 planowana jest redukcja 60- 80 jednostek rybackich w celu osiągnięcia obniżenia potencjału połowowego dorszy o 30%. Do tej pory program redukcji objął 465 statków rybackich. Ograniczenie połowów krajowych umocniło import ryb i ich przetworów. Łososie, dorsze i śledzie generują 2/3 obrotów eksportowych. Z kolei reeksport łososi stanowi 40% wartości eksportu sektora rybackiego w Polsce .

Wyszukiwanie

Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:

Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu




Od redakcji 

Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże  sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji). 

Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.

Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.

Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.

Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.

 

 

 

 

Ernest Skalski poleca swój esej

BIEDNI I BOGACI III RP

 

Nowa pozycja: esej Mirosław Malcharek: 

Apage, satanas

Z notatnika amatora-egzorcysty

Clip to Evernote