Stefan Bratkowski: Z kim mieliśmy (i mamy) do czynienia
Po co były w CBA braci Kaczyńskich pod władzą byłego zadymiarza karabiny snajperskie do zabijania z odległości 2,5 kilometra…? Po co była w ogóle broń palna ludziom, powołanym do badania papierów i do przesłuchań? Czym jeszcze wobec powyższego miała się zajmować ta policja polityczna?
Powtórzę po raz nie wiem który: cytowany przeze mnie reportaż Antoniego Sobańskiego z hitlerowskiego Berlina roku 1933 opisywał taką specjalną formację „do ścigania korupcji”, powołaną ad hoc, wzorem Czeki, z dobranych amatorów, oddaną swemu awanturnikowi. Tym razem, zamiast rozwinąć wyspecjalizowany pion policji (to policja wykrywa 90% przypadków korupcji w Polsce) i ewentualnie oczyścić samą policję z korupcji, jeśli już, metodami z „Przełomu” Brattona, stworzono formację policji politycznej PiS, jego Sturmabteilungen, SA – co potem potwierdziły szturmy do prywatnych mieszkań. Kiedy usłyszałem z ust Jarosława Kaczyńskiego nieoczekiwany zwrot, że PiS „maszeruje do władzy”, pojąłem, jak sugestywnie oddziałała nań epoka Carla Schmitta, by podświadomość zapamiętała tamto „SA marschieren…”
Zdumiewało mnie już samo przywołanie tego nazwiska. Carl Schmitt, nauczyciel intelektualny hitlerowców, były członek NSDAP, były hitlerowski radca stanu, po wojnie przez 40 lat nie dostał katedry na żadnym uniwersytecie Niemiec. Wedle jego poglądów, też nigdy nie zrehabilitowanych, władza decyduje o tym, co obowiązuje – bez względu na prawo; interes państwa (czyli władzy) jest czymś ponad normami. „Porządek konkretny”, jaki narzuca władza, jest wyższy nad porządek prawny, praktyka zaś wedle Schmitta dowiodła wyższości teorii bezpośredniego przymusu. Cała polityka Jarosława Kaczyńskiego staje się w tym ujęciu zrozumiała. Styl rządów w PiS ukazuje, że on nadal czuje się władzą ponad normami – mimo kolejnych przegranych wyborów.
Inne kuriozum, jakże logiczne na tym tle: oficjalnie potwierdzono, że u premiera rządu PiS, nie u prokuratorów, naradzano się, jak aresztować podejrzanych o korupcję – z przeciwnych ugrupowań politycznych, czy wyprowadzać aresztowanych w kajdankach, czy bez. Bo na pewno przy kamerach telewizyjnych. Tym, ni mniej ni więcej, zajmował się premier demokratycznego rządu!
W tym kontekście rozumieć można ów partyjny program walki z elitami, z inteligencją, program wymiany elit, obalania autorytetów. To nie samo bolszewickie „dołoj gramotnyje”. Brutalnie poniżano, dla demonstracji siły, bezbronnych najwybitniejszych, bo wielkiej marki chirurgów, wyprowadzanych w kajdankach z miejsca pracy. Chodziło właśnie o popisy przemocy, o propagandowy teatr zastraszenia. Tak szło by to dalej: dostęp do zapisów chorób w ZUSie miał wzbudzić strach nawet w tych, którzy nie mają pieniędzy, ale źle myślą. Rozbudowa instytucji przemocy, z bronią palną dla policji skarbowej (!), nie brała się z ambicji urzędników, to był program polityczny.
Bojówka ABW, która naszła dom Blidów, składała się, jak teraz wyszło, z niedoszkolonych amatorów, z oficerów po krótkich kursach, podczas, gdy oficer policji musi skończyć paroletnią szkołę policyjną. I na dobitek zmazano odciski palców z pistoletu ofiary – bez żadnych konsekwencji…
Dzieją się rzeczy kuriozalne nie tylko w strefie bezpośredniego stosowania przemocy wobec obywateli. Zdumiewa zaiste opinię publiczną Sławomir Petelicki. Jeśli na emeryturze wojskowej - jest nadal w polskich siłach zbrojnych i obowiązuje go przepis art. 26 ust. 2 Konstytucji o neutralności sił zbrojnych w sprawach politycznych. I warto go poinformować, że nie wojsko będzie decydowało o tym, kto ma być ministrem obrony narodowej. Wykształcenie zawodowe psychiatry okazało się w tym przypadku bardzo ministrowi przydatne – chyba, że Petelicki nie jest aż takim wariatem. Zaczynamy dziś brać serio plotki, które swego czasu mówiły, że poniektórzy dowódcy jednostek specjalnych naszego wojska byli nie od tego, by ochronić lub wzmocnić bezpośrednio władzę braci Kaczyńskich. Jak zwierzchnicy Jednostki Nadwiślańskiej, którzy ją postawili w stan pogotowia przez dwa końcowe tygodnie rządu Olszewskiego (warto przypomnieć, że w roku 1968 gen. Rozłubirski pochwalił się jednej z gazet, jak szybko jego spadochroniarze zajęliby Warszawę, i następnego dnia przestał nimi dowodzić).
Krytykowałem niemal od początku obecny rząd za to, że nie podjął wyjaśnienia i uporządkowania tego wszystkiego, że nie przekazał CBA Policji do odpowiedniej weryfikacji i przeszkolenia, że nie zajął się podstawami organizacji ABW, która sama stawała się chwilami jednostką terrorystyczną. Czy – aż strach wyrazić takie przypuszczenie – rząd obawiał się sprowokować te środowiska, być może tak samo nieodpowiedzialne jak ów Petelicki, bojąc się skandalu jakichś szaleńczych ruchów z ich strony? Można nie lubić gen. Romana Polki i p. Dziewulskiego, ale sformułowali oni obowiązki żołnierza i funkcjonariusza w pełni poprawnie. Sytuacja, gdy kadra dowódcza jakiejkolwiek jednostki naszej armii (włącznie z jej księgowym) nie podporządkowuje się decyzjom ministra, jest próbą sił. Jest próbą – a jakże – pokojowego zamachu stanu w ograniczonej, na szczęście, skali. Jeśli zaś były dowódca „Gromu” pozwala sobie działać na szkodę państwa opiniami na temat kryzysu w armii polskiej, powinien stanąć przed sądem wojskowym; jesteśmy w stanie wojny i dawniej trafiłby przed pluton egzekucyjny. Zgłoszone dymisje należy przyjąć bez względu na koszty i raz na zawsze położyć kres robieniu cyrku z polskiego wojska. Armia nie jest dla g…rzy, nawet bardzo ambitnych.
Na przypadek to nie wygląda. Bo równocześnie przywódca partii opozycyjnej pozwala sobie kwestionować władzę legalnie powołanego rządu i Tadeusz Mazowiecki zasadnie określił zachowania Jarosława Kaczyńskiego jako próbę rokoszu. Państwo polskie, odbudowywane po latach zerwania ciągłości cywilizacyjnej, przestało Kaczyńskiego obchodzić. Destabilizacja państwa stała się programem. Władz państwowych nie uznaje ani sam Kaczyński, ani też jego pełen nienawiści, nowy w kierownictwie PiS, Brudziński. To już nie sama polityka jako ciągła walka, ze stosunkami dyktowanymi potrzebą chwili, z dzisiejszym sojusznikiem jako wrogiem jutro i na odwrót – jak chciał Carl Schmitt. Teraz podważa się demokrację i jej instytucje. Na różne sposoby, m.in. we własnym, publicznym formalnie programie TVP. Za przyzwoleniem, a nawet za poparciem sporej części episkopatu i duchowieństwa, której przewodzi Radio Maryja. Pierwotnie szczuło przeciw NATO, przeciw Unii Europejskiej, pozostając do dziś bezkarne moralnie i politycznie, teraz wciąga w swoją propagandę antyrządową nawet i dzieci („jeśli modlisz się, synku, by nowy prezydent nie wyprzedał Polski do końca, to modlimy się razem z tobą”).
Polacy w swojej większości nie chcą destabilizacji państwa, tym bardziej – jego rozwalenia. Ale zbyt daleko zaszliśmy w stronę Carla Schmitta. Także w mediach, zarabiających na konflikcie i walce. Wyobraźnię Jarosława Kaczyńskiego podnieca te 47% głosów, których zasługę przypisuje nie Joannie Kluzik-Rostkowskiej i Poncyliuszowi, a sobie, Radiu Maryja i duchowieństwu. Atmosfera tego lata zrobi się prawdopodobnie znów gorąca nie z powodu upałów. Nie można wykluczyć sterowanych zajść masowych, które miałyby zmieść obecny rząd, zgodnie ze słowami Kaczyńskiego i Brudzińskiego. Tak robi się rokosz, uprzedzam.
Wrócę do swego: już raz w trybie demokratycznym oddaliśmy władzę ludziom, którzy czują się obco w demokracji, którzy, obojętni wobec interesu Polski, rozwijali obstrukcję wobec Unii Europejskiej, a lubują się, jak obserwowaliśmy, w przemocy. Dziś destabilizują państwo, kiedy Polska dopiero wychodzi z napięć światowego kryzysu ekonomicznego, zaś wiele trudności ma przed sobą. Wspomagają przeciwników demokracji najpopularniejsze media elektroniczne. Udają, że nie widzą. Albo wprost nie chcą, jak program I TVP.
Tagi:
Tematy do dyskusji: Stefan Bratkowski: Z kim mieliśmy (i mamy) do czynienia
—————
—————
—————
—————
—————
—————
—————
—————
—————
Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:
Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Św. Tomasz z Akwinu
Od redakcji
Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji).
Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.
Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.
Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.
Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.





