Stefan Bratkowski: Nieobecne mity – „nasza” Syberia

Webnode

Ponury stereotyp polskości-zawsze-nieszczęśliwej odpowiadał swoiście „polonistycznej" wizji historii, powołującej się na Bogu ducha tu winnych romantyków. Był swoiście jednak użyteczny politycznie w propagandzie wobec obojętnego Zachodu - pracował dla nas, obok mitu dzielności polskiej, przez dwa wieki. Od kilkudziesięciu lat staram się go wszelako przełamać, bo nie pozostawia miejsca na inne mity, i dzielne, i dumne. Jeden z nich, zaniedbany, pomijany, więc nieobecny, chciałbym dziś przypomnieć, mit oparty na faktach wręcz właśnie dumnych. Szansą na taki mit – nie tylko Polaków, ale i samych Rosjan – jest pionierstwo syberyjskie, badania i zagospodarowanie Syberii.

Dla Syberii lat 1920 – 1985, wspólnej krainy męczeństwa ludów i ludzi tam deportowanych, nie ma okoliczności łagodzących. Ale Syberia carska była inna. I polscy zesłańcy polityczni mogli tam zachowywać się, ba, zachowywali się inaczej niż przeciętni zesłańcy. Obraz tamtej „polskiej Syberii" już przed stuleciem układał się odmiennie. Nie z Anhellego brali wtedy Polacy mit Syberii, tylko z wiedzy o niej, przywożonej do kraju przez setki rodaków, niekoniecznie osadzonych tam przymusowo.

W książce Elżbiety Kaczyńskiej, historyczki systemu karnego i przestępczości XIX wieku w Polsce, Syberia: największe więzienie świata (1815-1914), stało: „Przed pierwszą wojną sami zesłańcy przeciwstawiali się tworzeniu legend i większość z nich nie opisywała Syberii w tak czarnych barwach, jak to potem czyniło pokolenie, które już samo nie zaznało carskich represji". To „Aleksander Salomon, który w latach 1896-1900 był naczelnikiem Głównego Zarządu Więzień, nazwał Syberię wielkim więzieniem bez dachu, a powiedzenie to, podchwycone i trawestowane, zachowało się w użyciu niemal do dziś. (…)W rzeczywistości ani zesłańcy, ani katorżnicy nie stanowili w XIX wieku tak dużej części ludności, jak to sobie wyobrażano, a niektóre budzące grozę opisy można potraktować jako literackie koloryzowanie, jeśli nie legendy. Czarna legenda była zresztą wygodna dla władz, ponieważ sam strach przed dostaniem się na Syberię i zwłaszcza na Sachalin miał być silnym środkiem prewencyjnym".

Kajdany, czy dobrze zakute

To nie znaczy wcale, że zsyłka i katorga była czymś łatwym, lekkim i przyjemnym. System kar carskich, z chłostą, okuciem w kajdany i katorgą, czyli długoterminowymi ciężkimi robotami, przy bałaganie administracyjnym caratu wykańczał niekiedy skazańców, zanim w ogóle dotarli do miejsca katorgi.

Opis wyjścia skazańców kryminalnych z Warszawy dała w 1886 roku Maria Konopnicka w swoistym reportażu-nowelce Za kratą:

„Wtem rozległ się dźwięczny odgłos młota, uderzającego o żelazo. Próbowano kajdany, czy dobrze zakute.

W więzieniach teraz nie nakładają kajdan nikomu, chyba w charakterze czasowej kary tym, którzy usiłowali uciec. Po izbach i korytarzach nie rozlegają się już te przewlekłe brzęki, w których wprawne ucho z daleka rozróżnić umiało gatunek i wagę kajdan. Kiedy żelazo wlokło się z głuchym łoskotem, mówiono: «warowny» idzie. Były to kajdany ważące osiem do dziesięciu funtów (niecałe 4 do 4,5 kg - przyp. SB). Charakterystyczny brzęk, jakby okutego wozu, wydawał idąc «ciężki», którego kajdany miały od czterech do ośmiu funtów. Zwyczajne wreszcie kajdany od dwu do czterech funtów, nakładane lżejszym przestępcom, dzwoniły jak sygnaturki w porównaniu do owych potężnych, jak wielki dzwon rozlegających się brzęków. Wtedy to i kobiety nosiły żelazo. Teraz kują tylko przed samą zsyłką partię mężczyzn, każdego na obiedwie nogi, i po dwóch za ręce (...)

Wyprowadzono ich wreszcie. Mężczyzn było ze trzydziestu i cztery kobiety. Gromadka uformowała prostokąt (...). Za nią wytoczył się wóz, na którym złożono węzełki (...) Czterech podoficerów z obnażonymi pałaszami stanęło przy czterech bokach prostokąta, kobiety zaczęły szlochać, i cały pochód ruszył ku kolei (...)

Stanęliśmy wreszcie u celu. Natychmiast zaczęto umieszczać więźniów w zakratowanych wagonach, osobno mężczyzn, osobno kobiety, a kiedy otworzono drzwi na peron, u krat tych gęsto błysnęły pogolone głowy i wyciągnięte ręce. Ktoś zakupił kosz chleba, oficer pozwolił go rozdać..."

No i sama Syberia... Znów Kaczyńska:

„Początkowo nie kierowano transportów do Jakucji, ponieważ panowały tam nadzwyczaj trudne warunki rozwoju osadnictwa. Niska temperatura, zmarzlina i tajga uniemożliwiały uprawę roli, a czasem i poruszanie się. Jednak pod koniec XIX wieku nawet Jakucję zaczęto wykorzystywać jako kolonię karną. Zdrowy, silny i dobrze zaopatrzony Kennan (amerykański dziennikarz z końca XIX wieku) z trudem przebrnął w tamte strony, tymczasem w latach 1879-1890 do Średnie-Kołymska zesłano blisko trzystu przestępców politycznych, wyniszczonych podróżą na Sybir i przebywaniem w więzieniach, niedożywionych i pozbawionych porządnych rzeczy osobistych".

Więc nie, żadnej idylli.

Konopnicka adresowała swoją relację do inteligenckiej klienteli ówczesnych gazet. Robotnicy ani chłopi jeszcze tych gazet nie czytali; jeśli wiedzieli, że Syberia jest czymś strasznym, to od polskich księży, inteligentów i szlachty, z drugiej ręki. Ludzie warstw niższych z Sybiru już na ogół nie wracali. Nie mieli jak, nie mieli za co.

Ani Tartar, ani dantejskie piekło

Lepiony polonistycznie „romantyczny" mit „Tartaru, dantejskiego piekła, ziemi przeklętej, smoczej krainy" nie ma jednak nic wspólnego z rzeczywistością. Z dorobku samych nawet romantyków można ulepić coś dokładnie odwrotnego.

Mickiewicz z kolegami filomatami (którzy w ogóle romantykami nie byli), kiedy ich miano zesłać w głąb imperium, planowali badać, wchodzić w kontakty, uczyć się języków ludów wschodnich podbitych przez carat, wszystko z myślą o tym, by wyciągnąć w przyszłości konkretne korzyści polityczne z niespodziewanego obrotu losu. I proszę sobie wyobrazić - oni to robili! Nie tylko wielki badacz Wschodu Józef Kowalewski; także Tomasz Zan, Jan Czeczot, Adolf Januszkiewicz i inni! To poniektóre nasze panie od romantyzmu przemalowywały kolegów wieszcza na wariatów i nieudaczników, bo tak się wydawało lepiej dla romantyzmu...

Słowacki prawie do końca wieku XIX nie był czytany, a już chyba Anhelli obok Króla Ducha najmniej. Oba utwory, niższego już lotu, płodził wieszcz notabene, gdy wręcz bezbłędnie grał... na giełdzie paryskiej (były fachowy urzędnik bankowy!). Miałem okazję weryfikować jego operacje rok po roku, gdy spekulował akcjami spółek kolejowych; doprawdy mógłby być patronem maklerów giełdowych i spółek lokacyjnych (investment trusts), z własną ideologią, pisał bowiem do matki z dumą o wyższości płynnej gotówki nad zamrożonymi pieniędzmi magnatów, lokowanymi w długoterminowo rentujących nieruchomościach (pierwszy napisał o tym prof. Zygmunt Sudolski). Anhelli o micie „Sybiru" nie mówi prawie nic.

Wzgórze Błękitnego Snu

O Polakach na Syberii mamy bogatą literaturę, nie tylko całą serię syberyjskich polskich pamiętników... Od Dziejów Polaków na Syberii Janika z 1928 roku aż po wieloletnią twórczość wrocławskiego etnografa, dziś profesora i ojca całej szkoły, Antoniego Kuczyńskiego (rozpoczął Syberyjskimi szlakami w 1972), książki i studia, liczone w dziesiątki (dzięki za nie, Antosiu Wielki). Zmarł już mój inny przyjaciel, autor, który startował 50 lat temu, urodzony w Harbinie i tamże na Dalekim Wschodzie wychowany Edward Kajdański (z jego porządnej, szczegółowej analizy Maurycy Beniowski, wiecznie pomawiany o konfabulację, wyszedł jako informator znacznie rzetelniejszy od tych, którzy mu nierzetelność zarzucali).

We wszystkich niemal pamiętnikach przebija pewien wspólny rys, nawiązujący - rzecz charakterystyczna - do planów Mickiewicza i jego mało romantycznych kolegów: Polacy nie zachowują się na Syberii biernie, nie martyrologizują, żadnego w nich kompleksu ofiary, żadnego paraliżu woli, tak, niestety, częstego u zesłańców rosyjskich, wiedzących, że na wszechmoc władzy carskiej nie ma sposobu i że z Sybiru się nie wraca... W przeciwieństwie do nich Polacy się nie poddają, są w ogromnej przewadze bardzo czynni, jakby wręcz szukali w tej aktywności odtrutki przeciw osamotnieniu, jakby w niej znajdowali kompensację wobec poczucia klęski. Cudownie to opowiada „Wzgórze Błękitnego Snu” Igora Newerlego…

Ignorujemy ten wątek w obrazie „polskiej Syberii" nie z winy samych specjalistów od romantyzmu. Tak to być miało i tak było od dawna. Proszę sprawdzić: w naszej Wielkiej Encyklopedii Powszechnej z lat 60-tych XX wieku pod hasłem „Syberia" znajdziemy pięćdziesiąt wierszy o wszystkich kolejnych falach zsyłek (słusznie), ale o wkładzie Polaków w badanie i rozwój Syberii - tylko wierszy dziewięć. Z kilkoma ledwie nazwiskami. Margines. Mit syberyjski miał być wyłącznie martyrologiczny. Nie z winy autorów hasła. Tak to chcieliśmy widzieć, podejrzewam.

Tymczasem polscy zesłańcy zrobili niesłychanie dużo dla badań nad Syberią, dla poznania jej ludów, przyrody i bogactw, dla jej zagospodarowania. Ich wkład w wielu przypadkach był pionierski. Przygody - czasem na miarę bohaterów Londona. W galerii najwybitniejszych badaczy i odkrywców Syberii znajdziemy Polaków co do liczebności zaraz na drugim miejscu po Rosjanach, i to w proporcji mniej więcej jeden do pięciu. To nie parę, lecz cała litania nazwisk, dla których powinniśmy zdobyć zainteresowanie potomnych nie tylko w Polsce, ale i w Rosji (gdzie zresztą nie brak historyków „polskiego śladu" na Syberii). Tak, by pomóc i Rosjanom w odkryciu ich własnego mitu Północy…

Ile gór Czerskiego

Należy się nam ta przeszłość. Wspaniali to byli ludzie. Czasem nie wytrzymywali nostalgii lub samotności i kończyli samobójstwami, ale nie popełniali tych samobójstw przerażeni życiem i Syberią neurastenicy. Rezygnowali z życia prawdziwi bohaterowie Północy, a trzeba coś wiedzieć o Północy, by ich zrozumieć. Polacy mają własną legendę Północy, dramatyczną i wielką, nie znaną im samym, a wartą odzyskania. Swoją legendę syberyjską. Mamy, innymi słowy, swoje „prawa do Syberii".

Nie my, Rosjanie tych ludzi umieli docenić - lepiej niż my. Największe góry wschodniej Syberii, dłuższe i wyższe niż Karpaty, nazwali górami Czerskiego, a żadnego innego, rosyjskiego nawet badacza Syberii tak nie uhonorowali. 19-letni Jan Czerski trafił na Sybir za Powstanie Styczniowe, nikt inny nie wniósł tyle do mapy północno-wschodniej Azji w XIX wieku, do mapy tej części świata, gdzie śnieg leży przez dziesięć miesięcy w roku i gdzie ulokował się północny biegun zimna.

Co to za skala zasług, niech nam uświadomi fakt, że imieniem Czerskiego ochrzczono też drugi grzbiet górski na Zabajkalu, blisko granicy chińskiej, już nie tak wysoki, ale długi jak nasz polsko-słowacki odcinek Karpat. Wystarczy?

W Wielkiej Encyklopedii Powszechnej było tylko, że „z ramienia Syberyjskiego Oddziału Towarzystwa Geograficznego podjął 1871-1883 kilka wypraw do Syberii Wschodniej". Kilka wypraw!

Zmarł w 1892 roku, ledwie 47-letni, w czasie badań nad Kołymą, do końca prowadząc notatki - by nie zmarnować nawet ostatniego czasu, jaki mu pozostał...

Aleksander Czekanowski przewędrował w tamtym rejonie białych bezdroży i pustkowi 25 tysięcy kilometrów, i to głównie na własnych nogach. Gdzie nie był! Czego nie zebrał! Też doczekał się „swoich” gór od przyjaciół Rosjan. A Benedykt Dybowski, jego rówieśnik, największy badacz i znawca Bajkału, jeden z czołowych zoologów świata w swojej epoce... Czy w następnym pokoleniu - Karol Bohdanowicz, jeden z najwybitniejszych geologów świata w ogóle, a z pewnością największy geolog Syberii do Pierwszej Wojny Światowej. I to tylko najwybitniejsze nazwiska; można ich wymienić jeszcze dziesiątki!

Rosjanie byli ich przyjaciółmi. Jeśli „polska Syberia" XIX wieku nie była aż takim przekleństwem dla Polaków, to dzięki, między innymi, syberyjskim Rosjanom. Zdarzało się, jak w przypadku Dybowskiego, że zwolniony wreszcie zesłaniec nie mógł po powrocie do kraju znaleźć pracy; w takiej sytuacji Dybowski zwinął manatki i pojechał pracować jako lekarz - na Kamczatkę!

Polacy czuli się  dobrze wśród tych Rosjan. Ci wtedy różnili się znacznie od mieszkańców Rosji europejskiej. Twardzi, jakby „mniej rosyjscy", ot, ludzie Północy, a nie wahające się, zmienne w nastrojach, pozbawione wiary w jutro, mało obliczalne prototypy Obłomowa czy braci Karamazow. Co więcej, Polacy, którzy w ogóle dość łatwo ulegali wynarodowieniu wśród Rosjan, tam asymilowali się szczególnie. Ogromny dziś procent syberyjskich inteligentów powołuje się na jakichś polskich przodków, a słyszymy to z Syberii nie dopiero teraz, po obaleniu władzy komunistycznej; Dziś podobno i co drugi Jakut ma polskich pradziadków...

Kariery w głębi imperium

W latach 1870-1914 nie było wcale tak psychologicznie daleko od Warszawy na Syberię. „Handel ze Wschodem" i ją przecież obejmował. Co więcej, już od dziesięcioleci Polak mógł dość łatwo robić karierę w głębi imperium, podczas gdy na ziemiach polskich caratu nie mógł jej robić w ogóle. Polscy inżynierowie po Instytucie Technologicznym czy Komunikacyjnym w Petersburgu, po politechnice w Rydze czy Dorpacie, pracowali na terytorium całego państwa carów. Warto pamiętać, że stanowili około jednej trzeciej absolwentów owych uczelni petersburskich! Dziesiątki ich budowało kolej transsyberyjską (szef budowy nazywał się Bogdanowicz). Czy mam przypominać, że jednym z królów ekonomicznych Syberii przełomu XIX i XX wieku był Alfons Koziełł-Paklewski, który wszędzie forytował swoich rodaków?

Towarzystwo Kursów Naukowych, nieformalny uniwersytet polski w Warszawie lat 1906-1916, nadało tylko dwóm członkom tytuły „członków protektorów" za składkę liczącą ponad tysiąc rubli, a jednym z tych dwóch był Wojciech Uliński z Barnaułu nad Obem. Czy muszę cytować całą serię nazwisk polskich geologów, którzy pracowali w służbie rosyjskich i zagranicznych przedsiębiorstw lub placówek naukowych?

Nie wszyscy, ale prawie wszyscy oni pisywali do Warszawy albo ich opisywano w warszawskich gazetach. Przysyłali eksponaty dla polskich muzeów i zbiorów naukowych. Wśród nich jedne z najbogatszych - piszący po polsku, carski generał-podróżnik Mikołaj Przewalski, którego uważa się za całkowicie zruszczonego wojaka. Starczy solidnie postudiować starą warszawską prasę codzienną i „Wędrowca", by się o tym przekonać. No i jest opasły, gigantycznej pracy tom Władysława Komorowskiego Syberia jako czynnik gospodarki światowej, z połowy lat trzydziestych XX wieku, nieocenione źródło informacji o wszelkich możliwościach i bogactwach tej fascynującej krainy, źródło, z którego można się przy okazji dowiedzieć, co nawet na Sachalinie zdziałali polscy inżynierowie, bo pierwszy dowiercił się tam nafty Polak...

Nasi kuzyni Jakuci i Ajnowie

W ostatnim trzydziestopięcioleciu przed Pierwszą Wojną Światową jako zesłańcy i katorżnicy lądowali na Syberii wyłącznie polscy socjaliści, ponieważ idea niepodległościowa była naonczas ich monopolem. Zachowywali się dokładnie tak samo, jak ich poprzednicy. Epopeja badawcza Wacława Sieroszewskiego, który żył nie tylko Dwanaście lat w kraju Jakutów, w rejonie bieguna zimna, ale dalsze kilka jeszcze lat na Syberii, jest znana, chociaż zapomniana dzisiaj ze szczętem. Jednakże tylko czytelnicy Bolesława Słabczyńskiego, historyka polskich podróży, i Antoniego Kuczyńskiego, wiedzą, że inny polski rewolucjonista, Edward Piekarski, opracował w ciągu długich lat pobytu wśród tychże Jakutów fundamentalny słownik ich języka, nie mówiąc już o zbieraniu ich baśni, podań, pieśni, poematów, przysłów i zagadek... Piekarski nigdy nie wrócił do ojczyzny; został na Syberii po rewolucji bolszewickiej tylko po to, by dokończyć druku swego dzieła, i tam umarł. Wśród swoich Jakutów. A Bronisław Piłsudski, starszy brat „Dziadka", marszałka? Jako skazaniec spędził piętnaście lat na katordze, w ciężkich robotach, wśród kryminalistów na Sachalinie - i prowadził równolegle badania nad ginącymi Ajnami, leczył ich, uczył i pośredniczył w kontaktach z władzami. Z jakucką córką Sieroszewskiego rodzina pisarza zdołała była nawiązać jakiś kontakt po latach; z ajnoskimi dziećmi Bronisława Piłsudskiego nie wiemy, co się obecnie dzieje, choć Janta-Pełczyński 65 lat temu ustalił, że syn Piłsudskiego, Skeizo, kiedyś uczestniczył w wystawie etnograficznej w Tokio. Słyszałem przed laty niejakie pretensje w kręgach lewicowej inteligencji warszawskiej do obu ojców ich jakuckich i ajnoskich dzieci, że się nimi nie zainteresowali po powrocie do kraju...

Oby wszystkie polskie rodziny, których kuzyni żyją na Syberii czy Dalekim Wschodzie wśród miejscowych plemion czy narodowości, spróbowały ich z czasem odnaleźć i nawiązać z nimi bliższe stosunki. Nie po to, by ich ściągnąć do Polski i repolonizować. Po to, by jeździć do nich i zmienić nasze własne wyobrażenia o Syberii. I miejmy nadzieję, że inni Polacy będą mogli w niedalekiej przyszłości trafić na Syberię w roli partnerów dalszych odkryć i eksploatacji jej bogactw. Ponieważ tak się składa, że obok rosyjskich „Sybiraków" tylko my, Polacy, spośród Europejczyków umiemy pracować na Syberii i kochać ten trudny, a fascynujący kraj i jego mieszkańców (mówiąc nawiasem, Jakutów po epoce bolszewickiej jest dzisiaj mniej, niż było w czasach Sieroszewskiego za carów...). Ja zaś liczę, że Syberia pomoże nam zbudować i przyjaźń z Rosjanami. Którzy może również odkryją swoją legendę Północy.

Powtarzam: mamy własną  legendę Północy. Nie wyrzekajmy się jej. Jest twarda i piękna jak Północ. Dlatego trzeba, moim skromnym zdaniem, wcielić syberyjską przeszłość do Polski. W imię przyszłości. Zamiast pozwalać na plenienie się głupstwa.

Stefan Bratkowski

 

Wyszukiwanie

Webnode

Obiecujemy starać się spełniać to oto piękne wezwanie:

Panie zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Św. Tomasz z Akwinu




Od redakcji 

Redakcja uprzejmie informuje, że wszystkie opublikowane w witrynie artykuły mogą być komentowane wyłącznie za zgodą Autora tekstu. Stosowny odnośnik do zbiorczej strony na korespondencję jest pod każdym artykułem, którego Autor nie życzy sobie komentarzy "pod spodem". Komentarze nie są cenzurowane merytorycznie, jednakże  sformułowania rasistowskie i antysemickie oraz wulgaryzmy i drastyczna "mowa nienawiści" są usuwane. Nie przyjmujemy komentarzy ani listów anonimowych (minimum jawności: podanie nazwiska i adresu piszącego do wyłącznej wiadomości redakcji). 

Osoby, pragnące na naszych łamach opublikować artykuł, proszone są o nadsyłanie dokumentów w postaci edytowalnej (czysty tekst lub dokumenty Worda albo OO) na adres studioopinii@gmail.com. Pod tym samym adresem prosimy kierować wszelkie uwagi o witrynie i listy do redakcji.

Informujemy uprzejmie, że ta witryna nie jest blogowiskiem, lecz redagowaną gazetą internetową.

Nieliczna redakcja zmuszona jest do wyboru licznie nadsyłanych tekstów i nie jest w stanie każdorazowo uzasadniać decyzję nie wykorzystania nadesłanej propozycji. Decyzja z praktycznych względów musi być ostateczna i nieodwołalna, dyskusji na ten temat nie zdołamy prowadzić.

Redakcja zastrzega sobie prawo zmian formalnych w zaakceptowanym do publikacji tekście, w szczególności dodania śródtytułów, zmiany tytułu, koniecznych zmian stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych oraz doboru ilustracji – z braku czasu i mocy przerobowych - bez uzgadniania z Autorem. Redakcja zobowiązuje się nie wypaczać myśli Autora.

 

 

 

 

Ernest Skalski poleca swój esej

BIEDNI I BOGACI III RP

 

Nowa pozycja: esej Mirosław Malcharek: 

Apage, satanas

Z notatnika amatora-egzorcysty

Tematy do dyskusji: Stefan Bratkowski: Nieobecne mity – „nasza” Syberia

Data: 2010-06-03

Dodał: Henryk Basajewicz

Tytuł: "nasza" Syberia

Nawiązując do swej poprzedniej notki z 2 czerwca br. uprzejmie informuję, że o ajnoskich potomków Bronisława Piłsudskiego należy pytać p. Janusza Onyszkiewicza. Przed laty ukazała się piękna i obszerna publikacja "Skośnooki Piłsudski" / gdzie ? - już nie pamiętam / na ten temat. O ile dobrze pamiętam to ów potomek Bronisława był w Polsce i odwiedził Państwa Onyszkiewiczów.

Data: 2010-04-25

Dodał: terefere

Tytuł: retorycznie

w takim razie dlaczego nie nalezy nam sie terazniejszosc jana kobylańskiego?

Data: 2010-04-24

Dodał: Tomasz Dziuba

Tytuł: Nasza Syberia

Szanowny Panie
Bardzo dziękuję za artykuł. Może jeszcze by Pan dorzucił kilka tytułów , bo nie mając wiedzy i przewodnika trudno jest się przedrzeć przez gąszcz historii martrologicznej by dotrzeć do naprawdę ważnych wydarzeń.
Sedrdecznie pozdrawiam
Tomasz Dziuba

Data: 2010-06-02

Dodał: Stefan Bratkowski

Tytuł: Re:Nasza Syberia

Data: 2010-06-02
Dodał: Henryk Basajewicz
Tytuł: Nasza Syberia

Szanowny Panie Bratkowski !
Bardzo dziękuję za publikację o "naszej" Syberii. Po dwudziestu kilku latach "parania się kombatanctwem i różnymi etosami" zauważam znowu dawnego mojego Idola.
- Tak trzymać !
- Stopy wody pod kilem !

Clip to Evernote